Nasi ulubieni wykonawcy i ich płytySupergrupy rockowe, rock and rollowe, bluesowe


Autor tematu
Belfer54

#1 Supergrupy rockowe, rock and rollowe, bluesowe

Post autor: Belfer54 » ndz 10 wrz 2017, 20:58

Chciałbym, aby temat ten był miejscem, w którym będziemy dzielić się swoimi wrażeniami na temat supergrup grających muzykę rock, rock and roll, blues.

Niestety zalewa współczesnej tandety muzycznej powoduje, że zapominamy o dokonaniach muzyków rockowych, którzy tworzyli wspaniałą muzykę. Często na potrzeby chwili lub na czas dłuższy tworzyli wspaniałe formacje muzyczne, które do dziś są dla wielu muzyków nieosiągalnym wzorcem.

Na początek, nietypowo, kilka słów o grupie, która w mojej ocenie jest supergrupą. Ma na myśli Traveling Wilburys.

Miłośnicy tej grupy znają zapewne jej historię. Przypomnę jednak kilka faktów na temat Traveling Wilburys i muzyków, którzy wchodzili w skład tej formacji.
Formacja powstała w 1988r. i istniała praktycznie do 1990 roku. Tworzyli ją już legendarni muzycy popowi – rockowi: Roy Orbison, Jeff Lynne (lider grupy Electric Light Orchestra) , Tom Petty, Bob Dylan, George Harrison (ex-Beatles).
Grupa korzystała z pomocy muzyków sesyjnych: Dhani Harrison (syn Georg’a), Jim Keltner, Gary Moore, Jim Horn, Ray Cooper oraz Ian Wallace.
Wspomnieć należy, że muzycy znali się doskonale z wcześniejszych swoich dokonań muzycznych, przyjaźnili się, koncertowali, nagrywali ze sobą – w różnych konfiguracjach.
Grupa nagrała dwa albumy, pierwszy „Traveling Wilburys vol.1” nagrany został w 1988 r. na ok. dwa miesiące przed śmiercią Roya Orbisona, drugi „Traveling Wilburys vol.3” nagrany już w mniejszym składzie w 1990 r. Pierwszy z nich zaliczyłbym do grona jednych z lepszych albumów popowo-rockowych. Drugi odbiegający trochę od pierwszego dokonania grupy. Zapyta ktoś dlaczego albumy są dwa a oznaczenie drugiego brzmi vol. 3. Otóż nieoficjalnie za vol. 2, choć nie zaliczony do dorobku grupy uważa się album Tomy Pett’ego „Full Moon Fever”, na którym grali gościnnie wszyscy członkowie grupy oprócz Dylana. Traveling Wilburys nagrali też 4 single. W 2007 roku nagrany został album „The Traveling Wilburys” będący kompilacją utworów nagranych w okresie istnienia grupy. Grupa nagrała też kilka teledysków.
Należy wspomnieć, że album „Traveling Wilburys vol.1” otrzymał wyróżnienie w postaci nagrody Grammy.

Dlaczego na początek wybrałem Traveling Wilburys. W zasadzie bardziej skłaniam się, skłaniałem i preferowałem bluesa, późnej hard rock. Jednak dla mnie sztandarowymi grupami w czasach mojej młodości była grupa The Beatles i The Rolling Stones, to chyba nie podlega dyskusji. Myślę, że znajdzie się miejsce dla muzyków tych grupy w tym temacie, bo przecież nie grali oni tylko w tych formacjach. A tak przy okazji, informacje o animozjach członków obu grup można włożyć miedzy bajki.
Nie tolerowałem słodkich kawałków Franka Sinatry, czy Elvisa Presleya, który dla wielu melomanów był lub jest nadal idolem i synonimem rock and rolla. Można wymieniać tu jeszcze wielu muzyków i grup rockowych z tamtego okresu, ale nie o to chodzi. Tym bardziej, że liczę na wypowiedzi Kolegów w tym temacie.
The Traveling Wilburys jest dla mnie przykładem tego jak muzycy z pozornie z różnych światów potrafią się ze sobą przyjaźnić, bo tak faktycznie było, ale też zmontować grupę, w działalności której połączone zostały te światy a konkretnie światy muzyczne. W muzyce Traveling Wilburys wybrzmiewają echa The Beatles i późniejszych dokonań Harrisona, słychać tematy z twórczości Jeffa Linne i Electric Light Orchestra. Są wątki balladowe, country, folk, swingu rodem z Boba Dylana. Pojawiają się elementy rock and rolla, bluesa, southern rock’a prezentowanego przez Tommy Pette’go , no i oczywiście z pozoru rzewne rock and roll’owe klimaty Roya Orbisona.
Każdy z tych muzyków odrębnie jest już pewnym sensie legendą. Ich twórczość wpisana jest do panteonu muzyki rock. Nie ukrywam, że mimo jazzowego i hard rockowego rodowodu mam do muzyki Treaveling Wilburys stosunek osobisty. Wszak ich twórczość przypadała na czasy mojej młodości. Abstrahując jednak od wątków sentymentalnych, każdy z nich był dla mnie przykładem nie tylko profesjonalizmu, ale wysokiej klasy artyzmu w tym co robili.

Strona zespołu:
http://www.travelingwilburys.com/


grzegorz39
Czeladnik Audiolub
Posty: 213
Rejestracja: wt 12 wrz 2017, 11:31
Lokalizacja: Sanok

#2 Re: Supergrupy rockowe, rock and rollowe, bluesowe

Post autor: grzegorz39 » wt 12 wrz 2017, 21:27

Witam,cześć! Dla mnie takim można powiedzieć magicznym zespołem jest Eagles przede wszystkim z utworem - Hotel California. Podobnie jak Led Zeppelin z utworem- Stairway To Heaven. Można tego słuchać niezliczoną ilość razy i za każdym razem jest tak jakbym słuchał pierwszy raz. Pamiętam, jeszcze za młodszych czasów, prześcigiwaliśmy się, kto zagra lepiej, choć małą część na gitarze. Z różnym skutkiem...Nie było internetu, you-tuba.Co się przyuważyło w teledysku, to nasze. Ktoś raz przyniósł na kratkowanej kartce rozrysowany gryf gitarowy i kilka chwytów. Próbowaliśmy to rozszyfrować, bo ktoś to już przepisywał kilka razy i były niespójności. Gitary, ''pudła'' były kupione u ''ruskich'' na bazarze, bo w sklepie, były strasznie drogie, a używek nie było, lub tez nie na naszą kieszeń. Potem, pamiętam, udało się dostać na bazarze pierwszy radziecki wzmacniacz. Nie pamiętam już jaki. Miałem taki stary mikrofon, który zamontowałem w pudle, by mieć namiastkę gitary elektrycznej. Fajne czasy. No, ale odszedłem trochę od tematu. Oprócz wymienionych zespołów lubię również Eric'a Clapton'a, no i z naszych zespołów na pierwszym miejscu to Dżem. Myślę, że to wartościowe zespoły, z fajną muzyką, super solówkami gitarowymi ( jeśli ktoś takie lubi), no i z wartościowym tekstem. Dziś na scenę wypadają wymalowane i do połowy rozebrane lale, śpiewają, o sorki - wyją w kółko to samo, bez ładu i składu. Nie wiadomo, czy to oglądać, czy słuchać..

Awatar użytkownika

Note
Poszukiwacz Audiolub
Posty: 100
Rejestracja: wt 12 wrz 2017, 21:51
Lokalizacja: Warszawa

#3 Re: Supergrupy rockowe, rock and rollowe, bluesowe

Post autor: Note » śr 13 wrz 2017, 00:23

Witam.

Jednym z moich najbardziej ulubionych wykonawców jest Ronald James Padavona znany jako Ronne James Dio. Moim zdaniem zasługuje on na szczególne uwzględnienie gdyż jego wkład w szeroko pojętym Rock'u jest naprawdę wielki.

W młodzieńczych latach występował jako lider grupy Ronnie Dio and The Prophets (zespół ten miał jeszcze przed oficjalną nazwą kilka innych). Nagrywali pod koniec lat 50-tych, początku 60-tych muzykę rock and roll , wydali kilkanaście singli i jedną płytę studyjną. Nagrali wiele świetnych utworów. Jak ktoś lubi takich artystów jak Neil Sedaka, Ritchie Valens itp. to nie powinien być zawiedzionym.

Po rozwiązanou tej grupy Ronnie wraz z jej gitarzystą Nickiem Pantasem założył zespół The Electric Elves, który następnie nazywał się The Elf. W swojej twórczości wydali 3 albumy studyjne. Gatunek muzyczny jaki reprezentowali to blues-rock.

W 1975 roku wraz z Ritchie Blackmore'm (Deep Purple) stworzyli zespół Rainbow, gdzie początkowo grali mocniejsze utwory Hard Rockowe z elementami klasyki. Po 3 nagranych płytach Dio odszedł z zespołu i wtedy też całokształt muzyki złagodniał do melodyjnego Rocka.

W 1979 roku Dio dołączył do zespołu Black Sabbath i nagrał z nimi 2 płyty studyjne. Powstał wtedy jeden z moich najlepszych albumów tej grupy, a mianowicie "Heaven And Hell"
(W 1993 roku nagrał jeszcze jeden album wspólnie z Black Sabbath - Dehumanizer.)

W 1982 roku razem z perkusistą Vinnie Appice, który również odszedł z Black Sabbath założył zespół DIO. Grupa ta nagrała 10 albumów studyjnych, gdzie ostatnia wyszła w 2004 roku.

Wszystkie płyty z twórczości tego zespołu są moim zdaniem bardzo bogate muzycznie, doniosłe, ze wspaniałą liryką, otoczką magii, jednak dwa pierwsze albumy takie jak: "Holy Diver" oraz "The Last In Line" wybijają się na piedestał i są one zdecydowanie w czołówce moich najlepszych 20 płyt z historii muzycznej Hard Rocka/Heavy Metalu.

W 2006 roku Ronnie połączył siły ze znajomymi z Black Sabbath i utworzyli grupę Heaven & Hell. W 2009 r. wydali album o nazwie "The Devil You Know".

Dla mnie osobiście Ronnie James Dio to jeden z wielkich osobistości, które miały olbrzymi wpływ na rozwój muzyki Hard Rock'owej oraz Heavy Metal'owej. Miał wspaniały , mocny, jedyny w swoim rodzaju wokal oraz nieprzeciętny "zmysł" liryczny jak i kompozycyjny, dzięki którym powstało tak wiele wspaniałych dzieł.
Byłem na wielu koncetrach, jednak powiem Wam szczerze, że to co można było odczuć na występach tego wokalisty to coś wielkiego, ponadczasowego, wzniosłego, teatralnego w sensie wykonywania przepięknej sztuki. Bardzo się cieszę z tego powodu , że mogłem uczestniczyć na niektórych jego występach, a nawet porozmawiać z nim osobiście (serdeczny, uśmiechnięty oraz bardzo radosny człowiek). To właśnie te wspomnienia pozostawiają we mnie ogromną radość jak i zarazem smutek.

Ronnie James Dio zmarł na raka żołądka 16 maja 2010 roku. Ale w pamięci i na płytach pozostanie na zawsze ...


grzegorz39
Czeladnik Audiolub
Posty: 213
Rejestracja: wt 12 wrz 2017, 11:31
Lokalizacja: Sanok

#4 Re: Supergrupy rockowe, rock and rollowe, bluesowe

Post autor: grzegorz39 » śr 13 wrz 2017, 20:09

No muszę przyznać, że nie znałem Ronne James Dio.. Posłuchałem trochę i muszę powiedzieć, że to i mój ''klimat''. Przez parę dobrych dni zagości na pewno na moich głośnikach...


Autor tematu
wpszoniak

#5 Re: Supergrupy rockowe, rock and rollowe, bluesowe

Post autor: wpszoniak » śr 13 wrz 2017, 23:36

Belfrze, piszesz o supergrupie "Traveling Wilburys" co uważam za trafne przedstawienie ukrytej treści w słowie "supergrupa", bo onegdaj taki twór rockowy (w jazzie ery bop'u na porządku dziennym, chyba prawie każdy skład można było nazywać supergrupą) powstawał po rozkładzie innych... Znakomici (wyłącznie tacy) muzycy różnych ekip później łączyli się w jedną grupę...np The Steampacket, The Bluesbreakers, The Cream, Blind Faith, Emerson, Lake and Palmer, Bad Company, Asia, Temple of the Dog, Mad Season... Nie było ich wiele.
Nie wiem czy nie lepiej rzeczywiście (jak proponują moi poprzednicy we wpisach) rozszerzyć znaczenie tego słowa (na nasz wewnętrzny użytek) o grupy, których jakość muzyczna jest po prostu znakomita (aspirująca by stać się klasykiem rocka) Co Wy na to?


Autor tematu
Belfer54

#6 Re: Supergrupy rockowe, rock and rollowe, bluesowe

Post autor: Belfer54 » czw 14 wrz 2017, 07:07

Wszponiaku Szanowny nie widzę przeciwwskazań. :)

Zatem przychylając się do sugestii Kolegi Wszponiaka proponuję rozszerzyć temat.
Koledzy piszmy w nim o grupach, kapelach, "których jakość muzyczna jest po prostu znakomita (aspirująca by stać się klasykiem rocka)", rock and rolla, bluesa.


Autor tematu
wpszoniak

#7 Supergrupy rockowe, rock and rollowe, bluesowe

Post autor: wpszoniak » pt 15 wrz 2017, 23:11

Skoro Belfer (a belfer z zasady rację ma) nie widzi przeszkód to zacznę od najważniejszej dla mojego pokolenia supergrupy- The Cream.

"Przy końcu lat 60. wszyscy (nawet Jimi Hendrix) uważali ich za bogów rocka. Nie potrafili tylko jednego, zbyt długo ze sobą wytrzymać. Anegdota mówi, że Jack Bruce w rozpaczy, w późnych godzinach sesji nagraniowej, w próbie ostatniej szansy, aby ocalić coś z długiej i bezowocnej nocy, z zaczerwienionymi oczami wyjął kontrabas i zaczął na nim brzdąkać.  Charakterystyczny basowy riff pokazał swój potencjał... W tym momencie, Brown (który z Bruce'm trwał na stanowisku) wyjrzał przez okno i zobaczył wschodzące słońce. „Robi się świt...”- powiedział do siebie. Brown szukał słów, które mógłby zapisać na papierze- „Kiedy światła zamkną swoje zmęczone oczy...”. Tak zrodził się riff, który miał stać się standardem muzyki i to nie tylko rockowe- „Sunshine of Your Love”.  Gitarzysta Eric Clapton i tekściarz Pete Brown później dopracowali utwór w szczegółach. W trakcie nagrań inżynier Tom Dowd zaproponował układ rytmiczny, w którym perkusista Ginger Baker odgrywa charakterystyczny rytm wybijany na bębnie tom-tom (Baker twierdzi, że to był jego pomysł). Dowd z producentem Felixem Pappalardim kontynuowali prace nad "Sunshine of Your Love"- dla solówki gitarzysty, Clapton użył dźwięku znanego jako „women tone” na jego Gibsonie SG Standard, opisany jako „gładki, ciemny śpiew trzymania dźwięku”. Jest to jeden z najlepiej znanych przykładów użycia tego efektu. Baker do utrzymania rytmu używa tam-tamów, kojarząc uderzenia z artykulacją i dźwiękiem charakterystycznym dla muzyki kontynentu afrykańskiego. Utwór ten znalazł się na drugim albumie The Cream- „Disraeli Gears” w listopadzie 1967 roku. Od zawsze niezmienna jest przyjemność słuchania. Eric Claptona, Jacka Bruce’a i Gingera Bakera bo to po prostu wspaniali muzycy obdarzeni wyjątkową wirtuozerią. Pierwszy na płycie- „Strange Brew” to bodaj najbardziej skomplikowany utwór z zestawu, w którym gitarzysta wykorzystuje pogłos jako jeszcze jeden element melodyczny. „Tales of Brave Ulysses” to jak „Sunchine of Youre Love” utwór bardzo charakterystyczny dla stylistyki The Cream- fuzji białego bluesa, hard rocka (nie należy zapominać, że przebój The Kinks „You Really Got Me” z 1964 roku, uważano za pierwszy hard rockowy utwór) i psychodelicznego stylu. Jedna z najpiękniejszych ballad „We're Going Wrong” muzycznie narastająco niepokoi z kojącą partią gitary Claptona, która pojawia się dopiero gdy emocje opadają. To jeden z utworów niezapomnianych, choć nie był idealnym materiałem na przebój. "Swlabr" oraz "Take It Back" są również znakomitymi utworami… Całość to już klasyka rocka. Kupując dziś ten album warto szukać wersji mono/stereo, o numerze seryjnym UICY93694/5."
Załączniki
cream_mini.jpg
cream_mini.jpg (566.83 KiB) Przejrzano 1337 razy


Autor tematu
Belfer54

#8 Re: Supergrupy rockowe, rock and rollowe, bluesowe

Post autor: Belfer54 » sob 16 wrz 2017, 07:27

Cóż mogę tutaj dodać. Wpszoniak napisał wszystko. Ten tekst jest kwintesencją tego co można napisać, powiedzieć o The Cream. Nie grali ze sobą długo. Powiedzieć należy, że krótko. Może i dobrze, że tak krótko. :) Brzmi to paradoksalnie ? Nie. W tak krótkim czasie stworzyli coś, co do dziś stanowi wzorzec dla wielu muzyków rockowych - czy się mylę?
The Ceram darzę wyjątkową estymą i sentymentem. Gdy ich słuchałem, wówczas, wówczas czyli gdy ze sobą grali każdy fragment ich muzyki był dla mnie jak odkrywanie nowego świata, świata muzyki pełnej wirtuozerii i niespotykanych wrażeń emocjonalnych.


Autor tematu
wpszoniak

#9 Re: Supergrupy rockowe, rock and rollowe, bluesowe

Post autor: wpszoniak » sob 16 wrz 2017, 11:54

Wiesz... Był czas, że Free lubiłem bardziej. Jednak czas jest łaskawy dla The Cream, słucha się ich z nie mniejszą sytysfakcją niż kiedyś, no i Free w moim prywatnym rankingu opadł ciut niżej. Był moment, że Blind Faith ceniłem równie wysoko, nie.... Czas im nie sprzyja tak dobrze jak The Cream (wg mnie, bo może Wy macie inne zdanie na ten temat?).
Ostatnio zmieniony sob 16 wrz 2017, 12:03 przez wpszoniak, łącznie zmieniany 2 razy.


Autor tematu
wpszoniak

#10 Supergrupy rockowe, rock and rollowe, bluesowe

Post autor: wpszoniak » sob 16 wrz 2017, 12:01

"Nie istniałby rock bez bluesa. Wielkimi miłośnikami korzennej twórczości bluesowej byli Alan Wilson i Bob Hite, dwóch przyjaciół z pewnego zespołu, którego nazwa nawiązywała do "Canned Heat Blues" z 1928 roku, piosenki o alkoholiku, który rozpaczliwie się upijał zawartością Sterno, zwaną "puszką". Była to umieszczona w puszcze substancja zapalająca wyprodukowana z przetworzonego alkoholu. Bob Hite stylowo śpiewał wysokim tembrem, Alan Wilson grał po mistrzowsku na harmonijce ustnej, równie dobrze grał na gitarze i śpiewał matowym niższym głosem. Do składu grupy Canned Heat dobrano jeszcze znakomitych-  Henry Vestine’a (gitara prowadząca, później zastąpił go Harvey Mandel), Larry Taylora (bas) i  Adolfa „Fito” de la Parrę (perkusja). Ci muzycy nagrali w 1968 „Boogie with Canned Heat”, swoją drugą płytę w katalogu Liberty Records. Na płycie pojawiają się standardy bluesowe lub rythm & blues’owe  „ubrane” w formę boogie woogie obok ich własnego materiału. Przykładami tej stylistyki mogą być- "Amphetamine Annie", ostrzeżenie o niebezpieczeństwach czyhających na nadużywających amfetaminy, oraz kończący płytę "Fried Hockey Boogie" to już czysta muzyka bez treści- muzyczny jam w stylu boogie. Lubili oddawać się długim "psychodelicznym" improwizacjom, w których mogli sobie pozwolić na zademonstrowanie swojej inwencji twórczej bez specjalnych ograniczeń. Dwa utwory z płyty- "Going Up Country" i " On the Road Again " - stały się wielkimi hitami. "Going Up Country" to remake utworu Henry Thomasa "Bull Doze Blues" z 1927 roku, a "On the Road Again" mocno zmienioną wersją pieśni Floyda Jonesa z 1953 roku o tym samym tytule. Ten oryginalnie zaaranżowany utwór rozpoczyna Al Wilson dźwiękami azjatyckiego tanbura i nawet wtedy gdy dołącza delikatnie gitara dźwiękami gamy nie wiadomo czego się spodziewać po tym początku. Wydarzyć się może wszystko! I gdy tak sobie myślimy cały zespół uderza początkiem riffu, który będzie uparcie powtarzany do końca gdy znowu utwór wygasi motyw znany ze wstępu.  Wilson gra na tanburze, gitarze, harmonijce i śpiewa.   Wszystkie role wypełnia kurczowo trzymając się linii melodycznej. Stara się by jego falset barwą był zbieżny z harmonijką, grającą niskimi tonami. Reszta instrumentów nadaje puls w unisono granym powtarzanym motywie. Jedynie harmonijce pozwolono na improwizacje trzymane jednak w ryzach natrętnej melodii. Gdyby mnie zapytać o najdoskonalsze utwory jakie rock stworzył to „On the Road Again” byłby wśród dziesięciu najlepszych, bo to kwintesencja rockowego rozumienia muzyki- u podstawy jest blues (w przypadku Canned Heat w równym stopniu boogie woogie), wzbogacony psychodeliczną wizją, z doskonałymi zharmonizowanymi solówkami gitarzystów lub grających na innych instrumentach melodycznych i z mocno zaznaczonym, równo mierzonym rytmem, dla nadania utworom pulsu. Ta fantastyczna płyta może być różnie postrzegana przez różnych realizatorów remasteringów. W edycji wydanej w 2000 roku przez EMI Plus (nr kat. 724357609524), w ramach serii "The Originals" (na wyżej przedstawionej fotografii). Ta charakteryzuje się potężnym rockowym brzmieniem z wyrazistymi instrumentami rytmicznymi, harmonijką kosztem wycofania (może bardziej wtopienia brzmienie w instrumentów) wokalu. Całość realizacji  ma rozdzielczość odpowiednią, dynamikę... Nie ma jednego- ciepła. Ten aspekt brzmienia płyty ma wersja japońska SHM-CD (Super High Material C) z roku 2017. Ten remaster charakteryzuje się kompletnie innym brzmieniem- instrumenty w stosunku do wokali są wycofane. Brzmienie przypomina wersję analogową, którą znam z winylowych edycji. To powrót do źródła, ale czy wolę ten przekaz? Nie wiem... Gdy słucham wersji z 2017 (Universal Music nr kat. UICY-78382) doceniam ciepło brzmienia, melodyjność ale brakuje mi coś do czego przywykłem słuchając wersji EMI Plus- brutalnej siły hard rocka."

Powyższy tekst znajdziecie również w artykule: (wymoderowano)
Załączniki
canned_heat_jap_mini.jpg
canned_heat_jap_mini.jpg (431.75 KiB) Przejrzano 1322 razy


Autor tematu
Sanwing

#11 Supergrupy rockowe, rock and rollowe, bluesowe

Post autor: Sanwing » wt 14 sie 2018, 20:14

Chciałbym nieco odświeżyć wątek związany z supergrupami z okazji odkrycia przeze mnie wspaniałej grupy rockowej Jethro Tull.
Zapewne wielu z Was Audioluby zapyta: Jak to odkrycie? Przecież grupa znana i ceniona.
No cóż dla mnie jest to odkrycie ostatnich miesięcy. Muzyka tej Supergrupy jest dla mnie pewnym objawieniem. Zawsze lubiłem muzykę rockową nowszą, starszą, wiele jeszcze nie poznałem co staram się nadrobić, ale to co tworzy brytyjska grupa Jethro Tull to dla mnie majstersztyk.
Płyty Aqualung z 1971, Thick as a Brick z 1972 są znane i lubiane, mnie urzekły również płyt takie jak Songs from the Wood z 1977 roku czy Stormwatch z 1979, a to wszystko tylko wierzchołek pięknej góry płyt jakie nagrała ta wyśmienita kapela.

Co jest takiego w muzyce zespołu. Mnie wciągnęło ogólne brzmienie, dodatki w postaci fletu (kocham takie nietypowe instrumenty w muzyce rockowej) i ta dusza która jest zaklęta w tej muzyce. Muzyce która żyje, w której każdy dźwięk krzyczy chcąc coś nam opowiedzieć, przekazać. Warto też wspomnieć o pewnym humorze lidera i całej muzyki którą tworzy ;) dla przykładu polecam:
.

Dzielcie się Koledzy swoimi przemyśleniami na temat tej grupy, ich płyt, koncertów bo jest to kopalnia głęboka i pełna skarbów.


Autor tematu
Belfer54

#12 Supergrupy rockowe, rock and rollowe, bluesowe

Post autor: Belfer54 » śr 15 sie 2018, 19:43

Ja od siebie dodałbym, że grupa powstała w 1967 roku. Jej nazwa pochodzi od nazwiska angielskiego agronoma, żyjącego na przełomie XVII i XVIII wieku. Mimo zmian w składzie grupy, która gra do dnia dzisiejszego, jej filarem jest cały czas Ian Anderson. W tym czasie, czyli przez przeszło 51 lat, w składzie grupy zmieniło się ok. 20 muzyków. Grupa współpracowała też okazjonalnie z licznymi muzykami, nie wchodzącymi w jej skład.
Muzyki grupy słucham odkąd pamiętam. Mam płyty grupy Jethro Tull, jednak nie byłbym w stanie wskazać, która jest z nich zdecydowanie najlepsza. Każda płyta ma coś w sobie, ten niepowtarzalny klimat tak charakterystyczny dla folk rocka, dla rocka progresywnego.
Warto zajrzeć na oficjalną stronę grupy:
http://jethrotull.com/

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość