Nasi ulubieni wykonawcy i ich płytyPat Metheny (muzyczny czarodziej).

Awatar użytkownika

Autor tematu
Miles
Administrator
Posty: 446
Rejestracja: pt 08 wrz 2017, 09:22
Lokalizacja: Wałbrzych

#1 Pat Metheny (muzyczny czarodziej).

Post autor: Miles » sob 17 mar 2018, 11:43

Nie znam dobrze twórczości Pata Metheny. Jakiś niewielki odsetek nagrań - to wszystko.
Jednak coraz częściej pojawia się w mojej głowie pytanie: -Kim bym dziś był bez tej muzyki? Choćby bez samej świadomości, że ona istnieje?

(Teraz będzie trochę banalnego nadęcia i patosu, wybaczcie. Postanowiłem jednak nie kasować tych grafomańskich wypocin, byście poznali kontekst myślowy będący dla mnie gruntem dla tej muzyki...).

Zawsze na popularne quizowe pytanie: - Jaką muzykę zabrałbyś na bezludną wyspę? - miałem gotową odpowiedź: -Bacha! Bo z Bachem mógłbym dożyć swoich dni na przysłowiowym bezludziu bez uczucia, że czegoś mi brakuje. W Bachu jest bogactwo muzyki, kunszt i wyrafinowanie, lekkość i emocje, a wreszcie w Bachu jest jazz! Tu wspomnę słowa nieodżałowanego Zbigniewa Wodeckiego: -"Bach był jazzmanem! A jeżeli kogoś nudzi Bach, to znaczy że nie umie go słuchać!". Jednak ja przecież nie żyję na bezludnej wyspie. Może nawet powinienem napisać: niestety! Bo kiedyś bezludna wyspa to był symbol banicji, skazania człowieka na mękę wiecznej samotności. A dziś? Dziś wielu z nas chciałoby być skazanym na wieczne wygnanie, z dala od wszędobylskiego zgiełku, z dala od niekończącej się gonitwy... Tak, bezludna wyspa przestała być karą; dziś jawić się może jako nagroda...

...postawmy więc pytanie inaczej: Z jaką muzyką chciałbyś - Miles - przeżyć swoje życie w tym XXI-wiecznym burdelu? Miles, cholerny XXI-wieczny schizofreniku, czym chciałbyś łagodzić swoje codzienne rozterki? Codzienna gonitwa która jest celem samym w sobie, bo cel prawdziwy, namacalny, mierzalny - nie istnieje. Jednak codziennie musimy pędzić w jego kierunku. W pracy zawsze trzeba będzie osiągnąć wynik o 1% lepszy. To ma nawet swoja nazwę: "managment" (tfu). Trzeba to zaakceptować i gonić ten brakujący procent, bo jak się człowieku zaczniesz zastanawiać, to będą cię leczyć.
Jest jeszcze dom. Są znajomi, przyjaciele, rodzina. Przyczółki wytchnienia ale...no właśnie: "ale". Wszędobylska elektronika pochłania te ostoje Człowieczeństwa, jak morze zasilone wodą z topiących się lodowców pochłania kolejne cyple suchego lądu. Ludzie których człowieku znałeś rozmyli się po portalach. Możesz obejrzeć zdjęcia z ich wypasionych wakacji, dowiedzieć się jaka brykę wzięli właśnie w leasingu, podziwiać na fotografiach napięte po wyjściu z siłowni sylwetki ich wyfitnesowanych ciał, a nawet zobaczyć fotkę najnowszego bezglutenowego posiłku na ich talerzu. Istna rewelacja. A spróbuj zadzwonić i pogadać. Pogadać? O czym? Coś się stało? Ktoś umarł?

Wracasz więc wieczorem do domu wiedząc, że milion domowych obowiązków czekających dzisiaj, olejesz. Może jutro? Tak! Jutro się wezmę! Teoretycznie dzieci mogłyby pomóc, ale przecież są zajęte ogarnianiem świata przez łącza wifi. Nie miej do nich żalu - świat jest właśnie taki, a twoje dzieci żyją przecież w tym świecie, nie w jakimś wytęsknionym przez ciebie, wyimaginowanym.

Jednak człowiek przystosuje się do każdej rzeczywistości, ja też. Nikt nie wybiera sobie epoki w której żyje, a każdy czas ma tyle samo wad i zalet co inne czasy. Trzeba tylko znaleźć sobie swój własny, mały świat. Tę lukę, w której niezauważeni przez innych przeżyjemy swoje życie chichocząc cicho na myśl o swoim sprycie.

Miliardy ludzi na świecie stworzyło sobie miliardy takich azyli. Niech moim azylem będzie muzyka Pata Metheny...

...włączam płytę. Może niech będzie to niedawno kupiona, sygnowana dwoma nazwiskami: Pat Metheny, Lyle Mays "As Falls Wichita, So Falls Wichita Falls". To już prawie czterdzieści lat od kiedy nagrano tę muzykę. Zdjęcia w książeczce wzbudzają uśmiech: co za fryzury! Jednak muzyka jest nieprzemijalna, absolutnie aktualna i perfekcyjna. Włączam płytę i świat przestaje mnie interesować. Mówiłem coś o muzyce do zabrania na bezludną wyspę? Tu czuję, że muzyka zabiera na tą wyspę mnie...role się odwróciły...
Pat & Lyle.jpg
...taka właśnie jest muzyka Pata. Myślę że ten artysta, niezauważenie, mimo świata pędzącego do przodu jak bezwładny pocisk, stworzył - już ze cztery dekady wstecz - swoją własną muzyczną wyspę, na którą z otwartymi ramionami przyjmuje rozbitków. Ilu zawitało w tym przyczółku? Może nawet miliony, nie wiem. Wiem że wśród nich jestem ja.

Muzyka Pata Metheny jest miejscem, gdzie zawsze czekają na takich jak ja. Drzwi to tej muzyki dla każdego są otwarte, a gdy już się tam trafi, odkrywa się świat którego nie sposób zapomnieć. Świat muzyki pięknej, kojącej, oferującej niezmierzone bogactwo. Nazwijcie mnie heretykiem, ale to jest moja Ziemia Obiecana.

Pragnę zaprosić Was, wszystkich marzycieli którzy zaglądają na to forum, do dzielenia się swoimi wrażeniami z obcowania z muzyką Pata. Zapraszam tych co znają jego twórczość na wylot, jak i tych którzy dopiero zamierzają się z nią zaznajomić. Piszmy tu o płytach, koncertach tego artysty. Jakie nagrania są dla Was ważne i dlaczego. Na luzie, albo z patosem, byle szczerze. Mogą być to luźne przemyślenia, lub - gdy ktoś czuje się na siłach - recenzje. Forma dowolna, cel jeden: przybliżyć twórczość tego wielkiego współczesnego artysty.
Dla fanatyka czystości moralnej naga prawda to pornografia. - Andrzej Mleczko


Belfer54

#2 Pat Metheny (muzyczny czarodziej).

Post autor: Belfer54 » sob 17 mar 2018, 16:52

Drogi @Miles założyłeś wątek na temat muzyka, który bliski jest mojemu sercu. Muzyką Pata Metheny bliżej zainteresowałem się w latach 80’. Od tego momentu Metheny zajmuje poczesne miejsce w moim życiu muzycznym. Bywało, że gdy nie mogłem uczestniczyć w koncertach muzyka w czasie jego pobytów w Polsce nagrywał je mi mój kolega. Bywało, że w czasie tzw. wakacyjnych wyjazdów musiałem mieć przy sobie kasety z nagraniami Pata Metheny, które oczywiście odtwarzałem na walkmanie.
W moich zbiorach winylowo – CD mam większość płyt Methenego, choć mogę się mylić, bo w pewnym momencie straciłem już rachubę.

Przez wielu ortodoksów jazzu muzyka Pata Metheny traktowana była i czasem jest za twórczość nie związaną z jazzem. Muzykę jego określali jako „plumkanie”. Na szczęście są oni w znaczącej mniejszości i chyba tak naprawdę nie znają twórczości tego muzyka a swoje sądy opierają na mętnym pojęciu nie tylko na temat jazzu. Często śmieszy mnie pewne szufladkowanie twórczości Methenego lub pisanie o jego twórczości po wysłuchaniu jednej płyty lub kilku utworów tego znakomitego muzyka.
Tak to prawda, zwrócił na to uwagę Miles, muzyka Pata Methney jest nieprzemijalna. Trzeba jeszcze dodać, że ta muzyka z płyty na płytę ewoluuje.
O moich sentymentalnych związkach z muzyką Pata Metheny pisać nie będę, bo są oczywiste. Jestem też zdania, że o muzyce Pata nie da się pisać bez emocji, oczywiście pozytywnych emocji.
Nie napiszę w tej chwili jakie płyty tego muzyka są dla mnie ważne, miałbym z tym trochę kłopotu.


Belfer54

#3 Pat Metheny (muzyczny czarodziej).

Post autor: Belfer54 » pn 26 mar 2018, 18:46

Jak już wspomniałem trudno byłoby mi jednoznacznie wskazać, która płyta Pata Metheny jest moją ulubioną. Może wybrnę jednak z tego w ten sposób. Otóż najczęściej sięgam po płytę "Secret Story". Znajdziemy na tej płycie to wszystko, co w twórczości Metheny'ego jest najważniejsze. Album wydany został w 1992 roku. Cała muzyka znajdująca się na płycie jest skomponowana przez Metheny'ego. To wspaniałe dzieło, które zawiera olbrzymi ładunek emocji i przenosi nas w świat niezapomnianych muzycznych przeżyć.
secret story.jpg


Angel

#4 Pat Metheny (muzyczny czarodziej).

Post autor: Angel » wt 03 kwie 2018, 15:09

Napisać o muzyce Pata Metheny'ego. Trudne zadanie. Siłą rzeczy wspomnę tylko o kilku ulubionych płytach.
American Garage.jpg
Pata usłyszałem po raz pierwszy u kolegi w domu, gdy zaprezentował mi utwór "American Garage" z płyty pod tym samym tytułem.
Rozpoczęło się od odliczania "One, two, three, four" i grupa zagrała bardzo rockowo. Cały album jest raczej jazzrockowy, ale trafił na pierwsze miejsce listy Bilboardu w kategorii płyt jazzowych. Bardzo przyjemna, nośna muzyka.
Ten utwór, ta płyta przyciągnęła mnie do twórczości Metheny'ego a później do jazzu.
Bright Size Life..jpg
Pat Metheny Group.jpg
Podobają mi się pierwsze płyty tego artysty. Zarówno solowa "Bright Size Life" (1976), na której grają także Jaco Pastorius i Bob Mozes, jak i ta sygnowana po prostu jako "Pat Metheny Group" (1978). Z niezapomnianym utworem "San Lorenzo", Który pojawiał się w czołówce "Wieczoru płytowego" w II programie Polskiego Radia, (prowadzonego przez Tomasza Szachowskiego i nieżyjącego Tomasza Beksińskiego).
Offramp.jpg
Moimi chyba najbardziej ulubionymi albumami Pat Metheny Group są "Offramp" (1981) i dwupłytowy, koncertowy "Travels" (1982).
Oraz dużo późniejsza "The Way Up" (2004).
Pierwsza z nich oferuje trochę mroczne, tajemnicze klimaty. Jednak pięknie podane, łatwo przyswajalne. Słucham tej płyty od lat i jeszcze mi się nie znudziła.
Travels.jpg
Druga jest przeglądem twórczości grupy. Koncertowe nagrania wypadają bardzo dobrze, chyba lepiej niż na płytach studyjnych. Wizytówka zespołu.
The Way Up.jpg
Trzecia z tych płyt jest sporo trudniejsza, ale wciąż nośna i piękna. Bardzo ambitna, rozbudowana muzyka. To jakby długa suita formalnie tylko rozbita na cztery części. Wymaga większego niż poprzednie płyty skupienia podczas słuchania.

Pat Metheny nagrał bardzo dużo płyt solo, z różnymi muzykami, z wieloma grupami. Ogrom pięknej muzyki, nie sposób tu od razu wszystkiego wymienić.
Grał także pełnokrwisty jazz o czym można się przekonać słuchając choćby "Rejoicing", "Question And Answer", "99>00" i bardziej wymagających "Song X" czy "Zero Tolerance For Silence".
Muzyki z tych albumów nie polecam początkującym "Patologom".

Ciekawostkami są płyty "The Falcon And The Snowman" (1985). Jest to ścieżka dźwiękowa do filmu znanego u nas jako "Sokół i koka". Całość albumu średnio ciekawa. Wyróżniają się tylko początkowy "Psalm 121/Flight Of The Falcon" i superprzebój "This Is Not America", w którym zaśpiewał David Bowie.
Imaginary Day.jpg
Inną ciekawą płytą, pokazującą nowe kierunki w twórczości Pata jest "Imaginary Day" (1997). Świeże spojrzenie na muzykę i nowoczesne granie. Nowatorski jak dla mnie w swojej formie utwór "The Roots of Coincidence" brzmi bardzo intrygująco, choć inne są nie mniej interesujące.
Smaczkiem jest tu graficzna strona albumu, gdzie w dużej części zamiast normalnych liter mamy pismo obrazkowe.
Da się je czytać, po ustaleniu kodu. Niezła zabawa.

Następną interesującą płytą jest "Orchestrion" (2010). Niezwykły projekt, gdzie grającemu na gitarze i innych instrumentach Metheny'emu towarzyszą zaprogramowane przez niego niesamowite automaty grające na prawdziwych instrumentach jak pianino, marimba, wibrafon, dzwony i dzwoneczki, przeszkadzajki, cymbały itp. Byłem na koncercie, niecodzienne wrażenia i naprawdę dobra muzyka.
Pat Metheny Unity Group - KIN.gif
Album Pat Metheny Unity Group "KIN (<-->)" (2014) jest jakby podsumowaniem dotychczasowej działalności Pata Metheny'ego.
Spojrzeniem wstecz i określaniem nowych dróg. Stąd te strzałki w tytule. Płyta wymagająca. Tym bardziej, że trzeba znać twórczość artysty. Pokazuje nam także inspiracje Metheny'ego muzyką innych artystów. Tematy z tego albumu raczej nie pozostają w pamięci, trudno je zanucić.

Typy kolegów, to bardzo smaczne, magiczne wręcz płyty. "As Falls Wichita, So Falls Wichita Falls", jest bardzo kameralna.
"Secret Story" natomiast niezwykle kolorowa, wręcz rozbuchana w formie. Każda na swój sposób nadzwyczajnie piękna. Także polecam.
Beyond  the Missouri Sky.jpg
Ja dodam do tego duetu również wspaniały album nagrany przez Pata Metheny'ego wspólnie z Charlie Haden'em.
Czyli "Beyond the Missouri Sky" (1997) z przepięknym finałowym "Spiritual", za który zdaniem Marcina Kydryńskiego muzycy powinni zostać wzięci żywcem do nieba.


Belfer54

#5 Pat Metheny (muzyczny czarodziej).

Post autor: Belfer54 » wt 03 kwie 2018, 18:14

@Angel słowa uznania za to co napisałeś o twórczości Pata Metheny i to w jaki sposób opisałeś Swoje wrażenia dotyczącego wymienionych płyt.
Ja może dodam, że płytę "Imaginary Day" mam w wersji CD - płyta nagrana w studio i koncert na grany na DVD. Płyta z koncertem wydana została w 2001 roku. Zawiera ok. 80 minutowy zapis koncertu, który odbył się we wrześniu 1998 roku w The Mountain Winery w Saratodze. Gdy wszedłem w posiadanie koncertu słuchałem go niemal non-stop, nie mogąc się oderwać od tego muzycznego spektaklu.
imaginary-day-video.jpg


Sanwing

#6 Pat Metheny (muzyczny czarodziej).

Post autor: Sanwing » ndz 29 lip 2018, 18:54

Dzięki uprzejmości kolegi @Angel mam okazję słuchać właśnie płyty wspomnianej przez @Belfer54 w trzecim poście. Krążek ma w sobie coś. Nieliniowy, ale z pewną nutka delikatności przebijającej się w każdym utworze, świetnie zrealizowany. Ogromna przyjemność z słuchania.


Belfer54

#7 Pat Metheny (muzyczny czarodziej).

Post autor: Belfer54 » czw 02 sie 2018, 12:01

@Sanwing jak będziesz miał okazję posłuchaj polecanej przeze mnie "Imaginary day". Zresztą większość płyt Metheny, to płyty doskonałe, może z drobnymi wyjątkami.
Zresztą słuchanie muzyki Metheny powinno się zaczynać od jego pierwszych płyt, choćby wspomnianych już "Pat Metheny Group" i "Bright Size Life" a nawet od płyt Jaco Pastoriusa nagranych z udziałem Metheny: "Jaco" (1974), "Jaco Pastorius, Pat Metheny, Bruce Ditmas, Paul Bley" (1976).


Ravil

#8 Pat Metheny (muzyczny czarodziej).

Post autor: Ravil » czw 02 sie 2018, 17:28

Ja zacząłem od płyty "American Garage". Jest coś w tej muzyce, że chce się jej słuchać. Za każdym razem tej płyty słuchałem od początku do końca.


Sanwing

#9 Pat Metheny (muzyczny czarodziej).

Post autor: Sanwing » sob 04 sie 2018, 14:53

@Belfer54 tak jak radziłeś wczoraj późnym wieczorem udało mi się posłuchać płyty Imaginary Day za pośrednictwem Tidala. Płyta bardzo, ale to bardzo udana. Zabiera słuchacza w niecodzienny, intrygujący świat. Na pewno skuszę się na kolejne płyty tego artysty. Pewnie jeszcze dziś :).

Awatar użytkownika

Autor tematu
Miles
Administrator
Posty: 446
Rejestracja: pt 08 wrz 2017, 09:22
Lokalizacja: Wałbrzych

#10 Pat Metheny (muzyczny czarodziej).

Post autor: Miles » sob 08 wrz 2018, 13:47

Dziś przypomnę płytę z udziałem Pata Methenego, która w moim odczuciu jest mocno niedoceniana, a w moim przekonaniu znakomita. Ponadto powinna być szczególnie bliska polskim fanom gitarzysty, bo drugą ważną postacią tej płyty jest Polka, Anna Maria Jopek.

Oczywiście mowa o płycie "Upojenie" z roku 2002.

Arcymistrzowski skład, bo spółce AMJ & PM towarzyszyli muzycy tacy jak Henryk Miśkiewicz, Leszek Możdżer, Cezary Konrad, Darek Oleszkiewicz. Pojawia się też Marek Napiórkowski.

Do tego osiem z czternastu zamieszczonych na płycie utworów to kompozycje z wcześniejszej twórczości Pata, co sprawia, że słuchając ciągle mam wrażenie sentymentalnych powrotów do dawnych nagrań Mistrza. Dwa utwory napisała Anna Maria, dwa jej mąż Marcin Kydryński, jedna piosenka autora nieznanego (należałoby chyba napisać : " melodia ludowa ") no i na deser Polskie drogi Andrzeja Kurylewicza (kocham tą melodię).

Wartością dodaną albumu dla mnie jest to, że teksty piosenek śpiewane są w języku polskim. Tego chyba nie muszę dodatkowo komentować.

W roku 2008. wydano reedycję "Upojenia", z kilkoma dodatkowymi utworami. Ja akurat nie przepadam za dodawaniem tzw. bonusowych nagrań, zwłaszcza do skończonych arcydzieł, więc posiadam wydanie oryginalne, pierwsze.

Jeżeli ktoś nie zna tych nagrań, to jest to moim zdaniem pozycja obowiązkowa. Jeżeli ktoś słuchając kilka - kilkanaście lat temu uznał, że płyta nie jest rewelacyjna a np. jedynie dobra, to polecam takim osobom zrobić kolejne podejście - w któryś z nadchodzących deszczowych jesiennych wieczorów...

AMJ&PM.jpg

AMJ&PM1.jpg
Dla fanatyka czystości moralnej naga prawda to pornografia. - Andrzej Mleczko

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość