Gatunki muzyczneMuzyka klasyczna - uchem melomana amatora.

Awatar użytkownika

Autor tematu
Miles
Administrator
Posty: 446
Rejestracja: pt 08 wrz 2017, 09:22
Lokalizacja: Wałbrzych

#1 Muzyka klasyczna - uchem melomana amatora.

Post autor: Miles » czw 14 wrz 2017, 11:53

Koledzy Forumowicze,
chcę aby ten wątek służył do wymiany spostrzeżeń dotyczących muzyki klasycznej. Sam pasjonuję się tym gatunkiem muzycznym, w szczególności kameralistyką, lecz równocześnie nie posiadam zbyt dużej wiedzy na temat epok, kompozytorów, form muzycznych, najbardziej cenionych wykonawców, nie wspominając już o pamiętaniu numerów katalogowych służących do opisywania wszelkich zbiorów twórczości klasycznej. Zatem proponuję, abyśmy rozmawiali swobodnie; sam nie posiadając szczególnie głębokiej wiedzy nie zamierzam pozować na znawcę, jednocześnie liczę na udział w dyskusji zarówno kolegów którzy konkretną wiedzę posiadają i chcą się nią dzielić, jak i tych, którzy jak ja będą zaglądać tutaj by się czegoś dowiedzieć.

Na początek podzielę się moimi przeżyciami z ostatnich dni. Mianowicie w niedzielę miałem przyjemność uczestniczyć w kameralnym koncercie zorganizowanym w Zamku Książ, w pięknej Sali Maksymiliana. Książęca Orkiestra Salonowa składająca się z muzyków wałbrzyskiej Filharmonii Sudeckiej towarzyszyła soliście w osobie skrzypka Jarosława Nadrzyckiego. Pan Jarosław to ceniony skrzypek który objechał koncertując cały świat i pół Ameryki, więc jego obecności w okolicach Wałbrzycha przepuścić nie mogłem. Na marginesie dodam, że robił on wrażenie otwartego, sympatycznego muzyka. Nie "gwiazdorzył", a przecież mógłby :D
Koncert zaczął się (oczywiście) od Bacha,w programie były jeszcze utwory Edwarda Griega, Piotra Czajkowskiego, jednak dla mnie utworem dnia była Chaconna g-mol Tomaso Vitalego. Dotychczas nie zwróciłem uwagi ani na tą formę muzyczną, ani na tego kompozytora. Chaconna (Ciaccona) była ponoć bardzo popularna w baroku, a jak dowiedziałem się z zapowiedzi, wielka trudność wykonawcza Chaconny g-moll Vitalego polega na tym, że oparta jest ona na krótkiej, dość prostej, powtarzającej się linii basu, co powoduje, że nie jest łatwo zagrać to tak, żeby było ciekawie! Jednak solista i muzycy orkiestry dali sobie świetnie radę, bo wrażenie jakie wywarł na mnie ten utwór było ogromne. Teraz trzeba poszukać nagrań z tym dziełem, chyba zdecyduję się na wykonanie Giocondy de Vito - po prostu lubię archiwalne wykonania...
audite95621(1).jpg
audite95621(1).jpg (157.78 KiB) Przejrzano 2074 razy
Dla fanatyka czystości moralnej naga prawda to pornografia. - Andrzej Mleczko


wpszoniak

#2 Re: Muzyka klasyczna - uchem melomana amatora.

Post autor: wpszoniak » czw 14 wrz 2017, 17:53

Miles, ja tam jestem zwykły meloman (bo meloman amator, to kasta wyższa, bardziej zakochana w gatunku), ale i tak chętnie z Tobą tu (i kajś indziej również) podyskutuję, jeno muszę ciut czasu gdzieś znaleźć.
Pozdrawiam Ciebie, Wojtek

Awatar użytkownika

Audio Autonomy
Analogowa Branża
Posty: 650
Rejestracja: wt 12 wrz 2017, 10:21
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

#3 Re: Muzyka klasyczna - uchem melomana amatora.

Post autor: Audio Autonomy » pn 18 wrz 2017, 10:44

Ja nie nazwałbym siebie nawet melomanem (jeżeli chodzi o muzykę klasyczną), ale również chętnie będę tu zaglądał i obserwował co ciekawego macie do powiedzenia w temacie muzyki klasycznej.
Ze swojej strony mogę tylko podrzucić coś co mnie ostatnio wciągnęło dosyć mocno, a mianowicie płytę Krzysztofa Pendereckiego - Penderecki Conducts Penderecki Vol. 1. Znacie zapewne dokonania Pana Pendereckiego. Ja dopiero się z nimi zaprzyjaźniam i wydaje mi się, że ta płyta jest wręcz stworzona w tym celu. W którejś z recenzji albumu spotkałem się nawet z komentarzem, że ta płyta nie jest dla tych, którzy już znają twórczość polskiego dyrygenta, bo nie znajdą na niej nic nowego. Rozwijając tą myśl- uważam, że album wydany przez Warner Music jest idealnym początkiem przygody z twórczością Krzysztofa Pendereckiego.

P.S. Zapytacie pewnie jak wygląda płyta od strony realizacji i jakości nagrania? Na mnie robi niesamowite wrażenie. Czuję się jakbym brał udział w koncercie na żywo :)

Zdjęcie pochodzi ze strony Warner Music.
Załączniki
Penderecki.jpg
Penderecki.jpg (141.15 KiB) Przejrzano 2055 razy
Pomagamy usłyszeć więcej
audioautonomy.com
Analogowo: produkcja i serwis wzmacniaczy lampowych - renowacja gramofonów - okablowanie na bazie drutów Neotech


Rega

#4 Re: Muzyka klasyczna - uchem melomana amatora.

Post autor: Rega » pn 18 wrz 2017, 11:17

Czesć! (choć może akurat w tym temacie powinno sie powiedzieć witam szanownych państwa - tak jak to robił Pan Bogusław Kaczynski)
Moja przygoda z muzyką klasyczną zaczęla od liceum i ,,przymusowych,, koncertow filharmonii, których w odróżnieniu od większości kolegów,zawsze słuchałem z przyjemnością, a potem tez od muzyki rockowej (tak , tak). Kiedyś kupiłem płytę analogową (a jakże) grupy Omega . Oznaczona byla nr 8. No i się zaczęło. To była transkrypcja Beethovena. Ale tak mi się spodobało, że od tego czasu (a miałem wtedy lat 18 lub 19) inaczej zacząłem postrzegać muzykę klasyczną. Co prawda do Pendereckiego przymierzałem się kilkakrotnie, ale chyba jest dla mnie za bardzo nowoczesny. Z polskich kompozytorów bardzo lubię Wieniawskiego i Chopina. No ale jednak, chyba jestem tradycjonalistą, najbardziej lubię sluchć ,,wielkiej trójcy,, czyli Bach, Beethoven i Mozart. Czasem dla poprawienia humoru słucham utworów Rudego Księdza (Vivaldiego). Ogólnie przekrój słuchanych utworów jest duży i tylko czasem, w czasie wizyty któregoś z kolegów, kiedy przegląda moją płytoteke i trafi na klasykę to wyraz jego twarzy zmienia sie diametralnie. A mnie to śmieszy. Bo zanim był rock ... i uważam, że każdy powinien choć w niewielkim stopniu poznać twórczość klasyków. Pozdrawiam.

Awatar użytkownika

Autor tematu
Miles
Administrator
Posty: 446
Rejestracja: pt 08 wrz 2017, 09:22
Lokalizacja: Wałbrzych

#5 Re: Muzyka klasyczna - uchem melomana amatora.

Post autor: Miles » pn 02 paź 2017, 19:48

Rega pisze:
pn 18 wrz 2017, 11:17
i tylko czasem, w czasie wizyty któregoś z kolegów, kiedy przegląda moją płytoteke i trafi na klasykę to wyraz jego twarzy zmienia sie diametralnie. A mnie to śmieszy. Bo zanim był rock ... i uważam, że każdy powinien choć w niewielkim stopniu poznać twórczość klasyków. Pozdrawiam.
Rega, myślę że każdy z nas zetknął się z sytuacją opisaną przez Ciebie. Wiele osób uważa, że muzyka klasyczna to takie "ą" "ę". Fanaberia zblazowanych sztywniaków pachnących naftaliną. Fakt, gdy przed laty zaczynałem swoją przygodę z filharmonią, to rzeczywiście drażniło mnie to, że publiczność w dużej mierze składała się właśnie z takich osób, jak głosi wyżej przytoczony stereotyp. Idąc do filharmonii trzymają nosy wysoko, demonstrując wszem i wobec, na ulicy, swoją wyższość nad "plebsem" - przepraszam za to określenie, którym posłużyłem się wyłącznie dla opisania moich obserwacji zachowań ludzkich. Krótko mówiąc są ludzie, którzy pracują na sztywniacko - naftalinowo - nadęty wizerunek osób słuchających muzyki tzw.poważnej. Zawsze patrząc na takich "melomanów" zastanawiałem się, czy ich cieszy ta muzyka, czy tylko chodzą na koncerty dla blichtru.

Podany przez Ciebie przykład Vivaldiego jest bardzo trafny - sam gdy chcemy z żoną posłuchać czegoś lekkiego w tle, często sięgam po jego utwory. To po prostu bardzo przystępna muzyka. Jak to już kiedyś przytaczałem czyjeś określenie: "taki Ricky Martin tamtych czasów", he he.

Podsumowując, myślę że poglądy części społeczeństwa na muzykę klasyczną są mniej więcej takie jak chociażby na audiolubstwo i wynikają -jak to zwykle bywa - z niewiedzy.
Dla fanatyka czystości moralnej naga prawda to pornografia. - Andrzej Mleczko


wpszoniak

#6 Re: Muzyka klasyczna - uchem melomana amatora.

Post autor: wpszoniak » wt 03 paź 2017, 05:22

Miles pisze:
pn 02 paź 2017, 19:48
...myślę że poglądy części społeczeństwa na muzykę klasyczną są mniej więcej takie jak chociażby na audiolubstwo i wynikają -jak to zwykle bywa - z niewiedzy.
Przepraszam, że się wtrącam... Jeśli wolno wyrazić swoja opinię to zrobię to. Miles, to nie wina niewiedzy lecz nie zmuszania się do bywania na koncertach filharmonicznych. Wiedza później przychodzi.... Opowiem coś z mojego życia, co już anegdotą się stało:

Poszedłem z żoną i przyjaciółmi na koncert fortepianowy. Siedzieliśmy zbyt daleko od sceny, wiec uznałem, że się przesiądę do rzędu drugiego gdzie miejsca były wolne. Moje towarzystwo wolało siedzieć gdzie siedziało do tej pory. Przysiadłem się do sporo młodszego melomana... Meloman był z niego nie byle jaki, bo machał w czasie występu rekami niczym dyrygent. Ja patrzyłem raz na niego, a raz na pianistkę, którą miałem całkiem blisko siebie... W repertuarze był obok innych kompozycji koncert fortepianowy. Fajny utwór był grany przez pianistkę, jeno zdziwiony byłem tym, że prawą rękę wsparła o obudowę gdzie kończą się klawisze górnego rejestru a drugą grała sprawnie całkiem. Myślę, myślę.... i nic nie wymyślam, więc melomana obok pytam już w czasie przerwy- "Zauważył Pan, że pianistka grała jedną ręką? Czemu?" A on zanim odpowiedział rozdziawił gębę jakby nabierał powietrza przed zatrąbieniem, a oczy zaokrąglił bardzo mocno ze zdziwienia (chyba). Wreszcie powiedział, wyraźnie nadal zdziwiony- "Przecież to był Koncert na Lewą rękę Ravela!!!". Teraz i ja byłem zdziwiony.... Dopiero w domu poczytałem co nieco na temat tej kompozycji, co i niektórym Wam życzę, lecz zanim pójdziecie na koncert Ravela.

Właściwie moja rada potwierdza Twoją Miles tezę, że wiedza jest konieczna, ale zauważ też, że nie byłoby anegdoty gdybym był na koncert teoretycznie przygotowany.

Będę tę (prawdziwą) historię opowiadał jeszcze wielokrotnie ku uciesze bywalców koncertowych... A może na blogu też tę historię zamieszczę ku (też) przestrodze?

Awatar użytkownika

Autor tematu
Miles
Administrator
Posty: 446
Rejestracja: pt 08 wrz 2017, 09:22
Lokalizacja: Wałbrzych

#7 Re: Muzyka klasyczna - uchem melomana amatora.

Post autor: Miles » sob 07 paź 2017, 11:19

Wpszoniaku, świetna anegdota! Takie opowieści to najlepsze narzędzie do zwalczania stereotypów o jakich wcześniej pisałem.

Jednak zdanie które napisałeś:
wpszoniak pisze:
wt 03 paź 2017, 05:22
to nie wina niewiedzy lecz nie zmuszania się do bywania na koncertach filharmonicznych. Wiedza później przychodzi...
odczytuję w ten sposób, że jednak piszemy o różnych rzeczach. O różnych poziomach niewiedzy. Ja odniosłem się do niewiedzy całkowitej, która sprawia, że człowiek nie dopuszcza myśli, iż muzyka klasyczna może być przystępna i przyjemna w odbiorze, więc z zasady omija ten gatunek szerokim łukiem. Ty zaś opisałeś brak wiedzy konkretnej, bardziej wyspecjalizowanej, którą jak słusznie zauważyłeś nabywa się z doświadczeniem, osłuchaniem, oczytaniem itp.

Oczywiście jeżeli ktoś nie chce słuchać muzyki klasycznej, bo wg niego to "ą" "ę", to niech nie słucha - jego strata.
Natomiast jeżeli ktoś nie posiada odpowiedniej wiedzy by w pełni rozumieć co dzieje się na scenie, to nie jest to żadna tragedia czy przeszkoda - cóż, wypisz wymaluj ja sam jestem przedstawicielem tej grupy. Tyle że mogę napisać, iż jestem już na pewnym etapie zaawansowania, bo wiem, że nic nie wiem. Ponadto brak konkretnej wiedzy w żadnym stopniu nie przeszkadza mi w cieszeniu się muzyką. Przynajmniej tak przypuszczam, he he. Oczywiście mój brak wiedzy zmusza mnie do większej czujności. Na przykład głupio mi jak w dyskusji po koncercie powiem "Liszt" o Liszcie zamiast "List" (nie znam węgierskiego), albo "Dworak" o Dvoraku zamiast "Dworzak" (czeski też znam nie najlepiej)...

...albo najaktualniejsze pytanie wszech czasów sal filharmonii: Kiedy bić brawo? Z tym to zawsze jest wesoło. Reakcje publiczności w tym zakresie, a także interakcje dyrygenta czy orkiestry - temat rzeka, he he.

Żeby jednak nie przynudzać zanadto, chcę napisać kilka słów o muzyce, która mnie ostatnio zachwyciła. Chodzi o płytę której zakup zaanonsowałem w pierwszym poście tego tematu :

Gioconda de Vito plays Beethoven, Brahms & Vitali - AUDITE 95621.
Gioconda_de_vito_plays_beethoven_brahms_vitali.jpg
Mamy tu Koncert skrzypcowy D-dur op. 61 Ludwiga van Beethovena nagrany na żywo w 1954. roku, a także dwa nagrania studyjne z roku 1951.:
Sonatę skrzypcową A-dur Johannesa Brahmsa op.100 oraz Chaconnę G-moll Tomaso Vitalego.

Stare to nagrania. Lata 50.? Kiedy to było? Spodziewać się można marnego dźwięku... Pewnie wartość artystyczna będzie należyta, ale brzmienie archiwalne, a to choć czasem miłe dla ucha, to jednak ma swoje ograniczenia... Uruchamiam płytę i jest...rewelacja! Muzyka brzmi wspaniale, bo jest świetnie zagrana i równie świetnie nagrana! To już w tamtych czasach umieli dokonywać takich rejestracji?

Interpretacja koncertu Beethovena w ujęciu Giocondy de Vito i Orkiestry Symfonicznej RIAS pod dyrekcją Georga Ludwiga Jochuma jest dla mnie angażująca i przynosząca pełną satysfakcję.

Jakość brzmienia jest wyborna. Ta seria wydawnictwa Audite jest ostemplowana następująco: "1st Master Release - Original Tapes". Mowa tu o taśmach przesuwanych z prędkością 76 centymetrów na sekundę. Remastering wg opisu wydawcy przeprowadzono profesjonalnie i z wyczuciem, co pomaga w uchwyceniu ukrytych smaczków interpretacji.
Dla mnie słucha się tego znakomicie z dwóch powodów. Po pierwsze brzmienie skrzypiec solistki jest wyraziste, a barwę instrumentu odbieram jako naturalną i bardzo przyjemną. Drugi powód to taki sposób rejestracji nagrania, który daleki jest od klinicznej sterylności, a bliski rzeczywistemu brzmieniu orkiestry, z jakim stykamy się w salach koncertowych. A koncertowe brzmienie każdej orkiestry to zarazem całe spektrum dźwięków i odgłosów nie zapisanych w partyturze, jak i zróżnicowanie wyrazistości brzmienia poszczególnych instrumentów w zależności od tego, gdzie na widowni posadzimy swoje uszy. W tym nagraniu to wszystko mamy, bo i słychać dużo więcej odgłosów niż to z nut wynika, i udało się uniknąć "idealnie" jednakowo dobrego zapisania dźwięku wszystkich instrumentów, co było by przecież dalekie od realnych wrażeń słuchacza. Dlatego można ulec wrażeniu uczestnictwa w koncercie...
Dodam, że nie znam się na sposobach rejestracji nagrań, tj. ile mikrofonów, gdzie i jak się ustawia. Jednak wg swojego gustu oceniam, że gdyby użyć zbyt dużej ilości mikrofonów do zapisania brzmienia dużej orkiestry, to stracimy część wrażeń związanych z różnicowaniem orkiestrowej przestrzeni które opisałem powyżej, a które przydają nagraniu większego - moim zdaniem - realizmu.

Na koniec dla ubarwienia małe foto Giocondy de Vito z jakimś panem...
G.de-Vito-W.Furtwangler-300x300.jpg
Dla fanatyka czystości moralnej naga prawda to pornografia. - Andrzej Mleczko


wpszoniak

#8 Re: Muzyka klasyczna - uchem melomana amatora.

Post autor: wpszoniak » sob 07 paź 2017, 11:46

Miles pisze:
sob 07 paź 2017, 11:19
...albo najaktualniejsze pytanie wszech czasów sal filharmonii: Kiedy bić brawo? Z tym to zawsze jest wesoło. Reakcje publiczności w tym zakresie, a także interakcje dyrygenta czy orkiestry - temat rzeka...
W Polsce klaszcze się dopiero po wykonaniu całości utworu, o ile sie nie mylę w Ameryce klaszczą po każdej części, a Włosi to nawet potrafią przerwać spektakl operowy brawami (lub gwizdami) po arii jaka akurat jest popularniejszą. A więc wrócę do polskiego zwyczaju- wymaga pewnego przygotowania teoretycznego do koncertu (to dobrze), ale zabija spontaniczność. Oczywiście sprzyja skupieniu, ale może z większą radością orkiestra zagrałaby następną część utworu gdyby ją nagrodzić brawami wcześniej? Ja nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, które zwyczaje są lepsze.

PS Twoja zagadka jest prosta, bo na zdjęciu z panią Vito jest mój ulubiony dyrygent co się faszystom opierał w przeciwieństwie do Karajana, który duszę diabłu by sprzedał byle karierę sobie ułatwić.


Angel

#9 Re: Muzyka klasyczna - uchem melomana amatora.

Post autor: Angel » sob 07 paź 2017, 15:14

Czyli jest to najciekawszy chyba niemiecki dyrygent Wilhelm Furtwängler.
Karajana też lubię. A, że nie każdy artysta jest też doskonałym człowiekiem, to trudno. Nawet jak niedawno pisałeś, chyba Ty Wpszoniak, częściej są to ludzie z różnymi sporymi wadami. Ba nawet dość nieznośni dla swojego otoczenia.

Co do słuchania czy niesłuchania muzyki klasycznej, to różnie się to przejawia. W niektórych kręgach jest w dobrym tonie mówić, że się taką muzykę zna, lubi, słucha. A naprawdę wiele z tych osób zna Poloneza A-dur op.40 nr 1 tylko jako sygnaturkę Polskiego Radia. Fragment Czterech Pór Roku Vivaldiego, też z dżingla radiowego. I może jeszcze początek V Albo IX Symfonii Beethovena, czy też fragment Ody do radości. O czym wspominał niedawno JanSebastian.
Szkoda, że już nie ma tzw. Filharmonii w szkołach. Przyjeżdżali artyści, grali, śpiewali. Wielu utworów wówczas nie czułem, ale dużo mi się spodobało. Na pewno brak jest zaszczepienia tej muzyki dzieciom. Od podstaw.

Ja nie jestem znawcą muzyki klasycznej, czy też poważnej, jak kto woli. Ale mam swoje ulubione w całości lub fragmentach utwory.
Posiadam w różnych wersjach, na różnych nośnikach kilkanaście już chyba wykonań "Czterech Pór Roku" Vivaldiego.
Najlepsze chyba a na pewno w ścisłej czołówce jest polecone przez Ciebie Wpszoniak a zagrał to Fabio Biondi i Europa Galante.
Bardzo lubię też polskie, zagrane przez Konstantego Andrzeja Kulkę i Orkiestrę Kameralną Filharmonii Narodowej
dyr. Karol Teusch. A także wykonanie Drottingholm Baroque Ensemble gdzie solistą jest Nils-Erik Sparf. Lubię też zadziorne wykonania Nigela Kennedy'ego. Ale o mojej fascynacji tym utworem Vivaldiego napiszę za jakiś czas w innym poście, lub wątku.
O innych fascynacjach muzyką poważną napiszę niebawem, ale muszę się trochę przygotować.

Awatar użytkownika

Autor tematu
Miles
Administrator
Posty: 446
Rejestracja: pt 08 wrz 2017, 09:22
Lokalizacja: Wałbrzych

#10 Muzyka klasyczna - uchem melomana amatora.

Post autor: Miles » sob 25 lis 2017, 20:53

Kontynuując przegląd świetnej, opisywanej już w tym wątku serii wydawnictwa Audite, dziś w odtwarzaczu umieściłem płytę:

Schumann / Brahms: Cello and Piano Concertos - AUDITE 95622 , której najjaśniejszą gwiazdą jest Jacqueline du Pre, o której kinowej biografii mieliśmy już sposobność dyskutować na forum Audiolub.

Nagrania zarejestrowane zostały podczas koncertu w Berlinie, 5 marca 1963 roku (mono). Stwierdzam, że jednak realizacje "live" to jest to, co lubię najbardziej. Po prostu w muzyce emocje i nastrój chwili są dla mnie ważniejsze od perfekcji wykonania. Dla tych co się wahają, czy lepsze są wersje studyjne czy koncertowe, podaję informację, którą można znaleźć w książeczce dołączonej do omawianej płyty (dla przykładu): otóż hołdując tradycji zakorzenionej w pierwszej połowie XX wieku, w trzeciej części koncertu wiolonczelowego Schumanna Jacqueline du Pre dodaje solową kadencję, której nie zawiera jej studyjne nagranie dla EMI z roku 1968. Tak więc każdy niech sam wybierze co woli :D
95622-schumann_cello_concerto_jacqueline_du_pre (2017_11_25 19_24_30 UTC).jpg
Dla fanatyka czystości moralnej naga prawda to pornografia. - Andrzej Mleczko


Obas

#11 Muzyka klasyczna - uchem melomana amatora.

Post autor: Obas » pt 16 lut 2018, 21:57

Witajcie,

Długo zabierałem się do zabrania głosu w tym temacie. Do tego pobyt w szpitalu i obowiązki domowe trochę ostatnio zablokowały moją aktywność na forum. Ale obiecałem, że nie będę znikał na długi czas i postaram się dotrzymywać słowa. Chciałem w tym temacie dość rzetelnie i obszernie opisać moje preferencje i ulubionych (oraz mniej lubianych) wykonawców. Ustosunkuję się również do kilku poprzednich wypowiedzi
Miles pisze:
czw 14 wrz 2017, 11:53
nie posiadam zbyt dużej wiedzy na temat epok, kompozytorów, form muzycznych, najbardziej cenionych wykonawców, nie wspominając już o pamiętaniu numerów katalogowych służących do opisywania wszelkich zbiorów twórczości klasycznej.
Do tego aby słuchać muzyki klasycznej nie potrzeba wykształcenia. W końcu nie słuchamy tego, żeby zaliczyć jakis przedmiot, tylko dla własnej przyjemności. Oczywiście znajomość pewnych muzycznych terminów pomaga w bardziej analitycznym spojrzeniu na muzykę, ale mi osobiście także nie o to chodzi. Nie jestem krytykiem muzycznym, ale jasno potrafię powiedzieć co lubię, a czego nie. Natomiast muzyki zdecydowanie słucham sercem i uchem, niż rozumem. Słuchanie rozumem jest domeną muzyków kształconych, ja jestem muzykiem amatorem.
Jeśli chodzi o pamiętanie numerów katalogowych - trochę oszukujesz... :) Niżej piszesz o Chaconnie g-moll Vitalego oraz o koncercie skrzypcowym Beethovena op. 61. Sam widzisz, że to jest jak z filmami - jak film Cię nie zainteresuje, to nie pamiętasz ani aktorów, ani reżysera, ani nawet tytułu. A jak coś wpadnie Ci w oko, to pamiętasz nawet rok w jakim film został nakręcony oraz szczegóły, na które, oglądając pierwszy raz, nikt nie zwróci uwagi. Dokładnie tak samo jest z numerami katalogowymi poszczególnych dzieł. Ja sam mogę wymienić wiele takich dzieł, ale nie dlatego, że uczyłem się ich na pamięć, a dlatego, że śłuchałem ich wystarczająco dużo razy aby te szczegóły zostały w głowie
Miles pisze:
pn 02 paź 2017, 19:48
Wiele osób uważa, że muzyka klasyczna to takie "ą" "ę". Fanaberia zblazowanych sztywniaków pachnących naftaliną. Fakt, gdy przed laty zaczynałem swoją przygodę z filharmonią, to rzeczywiście drażniło mnie to, że publiczność w dużej mierze składała się właśnie z takich osób, jak głosi wyżej przytoczony stereotyp.
Niestety jest w tym ziarno prawdy, choć zależy to głównie od danej osoby i tego jak podchodzi do muzyki i jak traktuje swoje zainteresowania w tym kierunku.
Sam kiedyś siedziałem w Krakowie na koncercie Emmy Kirkby, za mną jakaś wiekowa Pani Profesor i dwoje studentów, którzy ewidentnie włazili jej w... no jakby to powiedzieć. W ciemność... (swoją drogą przykre to było. Jak i wiele innych przypadków udawania, żeby jako muzyk się gdziekolwiek przebić). Jeśli ktoś wie kim jest Dame Emma Kirkby to zrozumie sens mojej wypowiedzi - Pani Profesor bardzo mocno ją krytykowała, niemal za wszystko. Ton tej wypowiedzi był delikatnie rzecz ujmując żenujący. Nawet jeśli Kirkby nie śpiewa już tak jak kiedyś, to koncert był naprawdę wyśmienity, a Pani Profesor była w stanie zauważyć tylko złe (w jej mniemaniu oczywiście) sprawy.
Byłem również kiedyś we Wrocławiu na koncercie Sir Gardinera, do pierwszych ławek zmierzał pewien bardzo znany polityk. Był zaproszony jako vip. Zastanawiałem się czy ów polityk znał jakąkolwiek część twórczości Gardinera, albo czy cokolwiek o nim słyszał, zanim poznał jego nazwisko z zaproszenia.
Wielu tych tzw. VIPów powinno oddawać swoje bilety pasjonatom, którzy jeżdżą na koncerty po całej Polsce. Widać bardzo często, że są tacy pasjonaci właśnie, którzy jeżdżą dla muzyki i tacy, którzy jeżdżą bo ich zaproszono i po to aby się pokazać. Cóż. Taki juz jest ten świat, nie tylko okołomuzyczny

Miles pisze:
pn 02 paź 2017, 19:48
nadęty wizerunek osób słuchających muzyki tzw.poważnej.
Angel pisze:
sob 07 paź 2017, 15:14
Ja nie jestem znawcą muzyki klasycznej, czy też poważnej, jak kto woli.
Nie, nie i jeszcze raz nie. Błagam, jak tylko możecie tępcie określenie "muzyka poważna". To nie jest muzyka poważna. To jest muzyka klasyczna!
Czy "kantata o Kawie" Jana Sebastiana Bacha jest poważna? Czy "Muzyka sztucznych ogni" Haendla była napisana na pogrzeb? Czy "Pieśni Kurpiowskie" lub "Harnasie" Szymanowskiego są poważne? A "Carmina Burana"??? OOO, tutaj to jest dopiero sex, drugs i rock and roll. NIE! Jest pewien uproszczony podział na muzykę świecką i sakralną. I część muzyki sakralnej ale także i świeckiej jest poważna. Ale czy w innych rodzajach muzyki jest inaczej? Czyż "Dark Side Of The Moon" nie jest muzyką poważną? Mówcie - klasyka. Mówcie muzyka dawna, barokowa, romantyczna, współczesna itd, w podziale na epoki. Ale zaprzestańcie używania muzyki poważnej, bo to właśnie determinuje też sposób patrzenia na ludzi słuchającej tej muzyki.
Miles pisze:
pn 02 paź 2017, 19:48
Jak to już kiedyś przytaczałem czyjeś określenie: "taki Ricky Martin tamtych czasów", he he.
Dokładnie o tym mówię. W każdej epoce byli artyści i wyrobnicy. Z czegoś trzeba było żyć

Miles pisze:
sob 07 paź 2017, 11:19
...albo najaktualniejsze pytanie wszech czasów sal filharmonii: Kiedy bić brawo? Z tym to zawsze jest wesoło. Reakcje publiczności w tym zakresie, a także interakcje dyrygenta czy orkiestry - temat rzeka, he he.
Koncertów filharmonicznych, oratoryjno-kantatowych, wokalnych, wokalno-instrumentalnych - generalnie nie powinno się przerywać brawami chyba, że jest wyraźny podział na pewne części (lub też nawet utwory zupełnie ze sobą niezwiązane). Generalnie dyrygenci są wymowni w swoich gestach, kiedy oczekują braw, to - po chwili napięcia - opuszczają ręce, rozluźniają się, schylają głowę. Pokazują, że można bić brawo. Kiedy widać, że orkiestra, chór, dyrygent szybko zmieniają stronę partytury, to nie należy bić brawa.
wpszoniak pisze:
sob 07 paź 2017, 11:46
Włosi to nawet potrafią przerwać spektakl operowy brawami (lub gwizdami) po arii jaka akurat jest popularniejszą.
Miałem okazję wiele razy brać udział w spektaklach na deskach jednej z polskich oper i polska publiczność również przerywa spektakle brawami. Jest to pewien wyraz uznania i podczas spektakli operowych jest to norma. Właściwie na całym świecie
Angel pisze:
sob 07 paź 2017, 15:14
A, że nie każdy artysta jest też doskonałym człowiekiem, to trudno. Nawet jak niedawno pisałeś, chyba Ty Wpszoniak, częściej są to ludzie z różnymi sporymi wadami. Ba nawet dość nieznośni dla swojego otoczenia.
Generalnie dyrygent musi mieć jakiś charakter. Musi mieć charyzmę. Czasem trafi się człowiek z wielką klasą, który pociągnie za sobą cały zespół i pokazuje na każdym kroku, że wielki muzyk może być również wielkim człowiekiem. Ale zdarzają się chamy za pulpitem. Dyrygent nie może być ciepłą kluchą i jakąś popierdółką, to nie zupa pomidorowa, żeby każdy go lubił. On ma dobrze robić muzykę. A Karajan muzykę robił dobrze i na tym zakończę ocenę tego wielkiego dyrygenta (a jakim był człowiekiem mnie nie obchodzi)


A teraz kilka zdań o mnie. Moja wielka przygoda, która później przerodziła się w wielką życiową pasję, rozpoczęła się w jednym z lepszych amatorskich chórów w Polsce. Tam zacząłem stykać się z muzyką chóralną, ale także doświadczyłem wielu sytuacji, które pomogły w kształtowaniu mojego charakteru. Muzyka natomiast, cały czas była obok, tworzenie jej było głównym zadaniem dla nas, jako młodych ludzi. Ale to było właśnie nie tylko tworzenie muzyki - to było uczenie się odpowiedzialności, dyscypliny, samodoskonalenia, zdrowej rywalizacji oraz radzenia sobie z porażkami, a także obcowania z pięknem i pracy w grupie. Cudowna szkoła życia. Już tam nie śpiewam, ale Muzyka (i kilka osób poznanych w chórze) zostały mocno zakorzenione w moim życiu.

Co do upodobań muzycznych, to najbardziej lubię 3 epoki - barok, renesans i współczesność (jej delikatniejsza i bardziej subtelna część, nie Penderecki i tworzący podobną muzykę do niego...) - dokładnie w tej kolejności. Pisałem już w innym wątku, że właśnie Bach jest tym NAJ. I nic się nie zmienia. Ale jest wielu innych, których również wielbię. Haendel, Buxtehude, Biber, Monteverdi, Byrd, Orlando di Lasso, Victoria, Tallis, Palestrina, Part, Górecki, Tavener... I wielu, wielu innych.

Przesłuchałem w życiu setki płyt z muzyka klasyczną. Setek jeszcze nie przesłuchałem. Ale mam swoje ulubione, do których wracam bardzo często:
Claudio Monteverdi - Vespro Dello Beata Vergine - dyr. Jordi Savall (druga, po DSOTM płyta mojego życia, bach jest tym naj, ale ta płyta jest absolutnym majstersztykiem)
Johann Sebastian Bach - Msza h-moll BWV 232 - dyr. Thomas Hengelbrock
Johann Sebastian Bach - Msza h-moll BWV 232 - dyr. Philippe Herreweghe
Johann Sebastian Bach - Kantata "Actus tragicus", BWV 106 - dyr. Philippe Herreweghe
Georg Friedrich Haendel - Messiah - dyr. John Eliot Gardiner
William Byrd - msza na 4 głosy - The Tallis Scholars
Claudio Monteverdi - Selva Morale e Spirituale - dyr. Konrad Junghanel

Mam też wykonaców za którymi nie przepadam, którzy trochę wynaturzają muzykę, którą wykonują, pomimo niewątpliwego kunsztu wykonawczego. Jestem nikim, żeby ich oceniać, ale nie lubię na przykład Philippe'a Jaroussky'ego. Nie lubię Bacha pod Gardinerem. Nie lubię renesansu w wykonaniu The King's Singers. Nie lubię madrygałów Monteverdiego w wykonaniu Brytyjczyków. Nie lubię dyrygentów, którzy machają wszystkim - od baroku, po współczechę. Jak ktoś jest do wszystkiego, to jest do niczego.

Na razie to tyle ode mnie... Może troszkę po łebkach potraktowałem temat i pewne wypowiedzi może wyrwałem z kontekstu, ale na razie to tyle z mojej strony. Pozdrawiam serdecznie


Angel

#12 Muzyka klasyczna - uchem melomana amatora.

Post autor: Angel » sob 17 lut 2018, 00:23

@Obas, jakby każdy traktował jakiś temat tak jak Ty i pisał w ten sposób "po łebkach", byłoby bardzo dobrze.
Na pewno nie da się o muzyce, swoich fascynacjach, napisać wszystkiego w jednym poście. Ale temu co tu przedstawiłeś nie można zarzucić powierzchowności. Skrótowość jest w tym wypadku konieczną formą.
Cieszy mnie zapowiedź kolejnych wpisów na tematy muzyczne.

Co do określenia "muzyka poważna", to świadomie tak napisałem. Bo ja także nie lubię tego określenia i staram się go nie używać. Rzeczywiście nie oddaje przekrojowego charakteru tej muzyki.
Wiele współczesnych utworów i to nie zawsze granych na instrumentach akustycznych, jest w swoim wyrazie o wiele poważniejszych niż niejedno dawne, klasyczne dzieło.

Po raz kolejny protestuję i apeluję, by nie nazywać Vivaldiego "Ricky Martinem" tamtych czasów.
Bo takimi byli może jacyś popularni objazdowi grajkowie, ale nie on.
To nie była muzyka dla ludzi o niewyrobionych gustach, szukających taniej rozrywki.
Tylko jednak dzieła o co prawda lekkim, ale wysublimowanym charakterze.
Moim zdaniem właśnie trzeba dużego geniuszu, by pisać wartościową muzyką, która brzmi lekko, przystępnie. To nawet trudniejsze, niż stworzenie jakiegoś najeżonego niuansami i ozdobnikami, ale niełatwego w odbiorze babola.
Obas, napisałeś "Dokładnie o tym mówię. W każdej epoce byli artyści i wyrobnicy. Z czegoś trzeba było żyć."
Mam nadzieję, że nie uważasz Vivaldiego za wyrobnika? Bo tak to w tym kontekście "zabrzmiało".
A jeśli tak, to proszę o uzasadnienie.

Podałeś tytuły i wykonawców kilku ciekawych dzieł, które są dla Ciebie ważne i ulubione.
Na pewno ktoś z tego skorzysta. Ja szukając nowych inspiracji muzycznych będę sięgał po tę muzykę.
Tak samo pozostali tu piszący Koledzy są dla mnie drogowskazami w poszukiwaniach nowej muzyki.
O wiele lepiej jest skorzystać z takich podpowiedzi niż samemu od zera szukać wartościowych dzieł i wykonawców.


wpszoniak

#13 Muzyka klasyczna - uchem melomana amatora.

Post autor: wpszoniak » sob 17 lut 2018, 07:17

Obas pisze:
pt 16 lut 2018, 21:57
Mam też wykonawców za którymi nie przepadam, którzy trochę wynaturzają muzykę, którą wykonują, pomimo niewątpliwego kunsztu wykonawczego. Jestem nikim, żeby ich oceniać, ale nie lubię na przykład Philippe'a Jaroussky'ego. Nie lubię Bacha pod Gardinerem. Nie lubię renesansu w wykonaniu The King's Singers. Nie lubię madrygałów Monteverdiego w wykonaniu Brytyjczyków. Nie lubię dyrygentów, którzy machają wszystkim - od baroku, po współczechę. Jak ktoś jest do wszystkiego, to jest do niczego.
To naturalne, że się niektórych wykonawców nie lubi. Ja nie lubię von Karajana (za to kim był i za to co zrobił), nie przekonują mnie: Martha Argerich (zwłaszcza w interpretacjach Chopina), Ivo Pogorelić i Krystian Zimerman (nie znam takich ich nagrań, które podobałyby mi się). Zatrzymam się tylko na tych czterech wielkich nazwiskach, ale jest ich więcej.
Przeciwnie niż Ty Obas'ie bardzo lubię Philippe Jarousskiego, od kiedy go pierwszy raz zobaczyłem u początku jego kariery we francuskiej TV MEZZO aż po dziś. Siedziałem w drugim rzędzie na jego koncercie w NOSPR'ze parę miesięcy temu, gdy promował „The Händel Album” (na fotce). Wtedy okazał się przemiłym panem (może skromnym? Ale nie bardzo wierzę w skromność wielkich artystów) w czasie koncertu jak i po gdy swój czas poświęcał słuchaczom, którzy chcieli z nim zamienić słowo a przy okazji wydębić autograf.
Posłużę się teraz fragmentami tekstu (oj to moje lenistwo!) jaki zamieściłem na swoim blogu:
"Tuż po wydaniu 6 października 2017, przez Erato płyty „The Händel Album”, Philippe Jaroussky koncertował w katowickiej sali koncertowej NOSPR. Wydarzenie przyciągnęło wieczorową porą 24 listopada 2017 melomanów z całego świata chyba (sadząc po fizjonomiach i językach podsłuchanych)… Byłem i ja. W programie wyczytałem między innymi (*): „[…] Sukces swych londyńskich oper zawdzięczał [Georg Friedrich Händel] nie tylko talentowi kompozytorskiemu, lecz znakomitym śpiewakom, przede wszystkim kastratowi Francesco Bernardiemu (1686-1759) zwanemu Senesino. Większość arii z dzisiejszego koncertu śpiewana była właśnie przez niego.[…] W ariach z dzisiejszego programu znajdziemy wiele fragmentów pozwalających Philippowi Jarousskiemu oddać kunszt wykonawczy Senesina.[…]”.
Program koncertu przewidywał wykonanie fragmentów instrumentalnych i wokalnych z oper „Radamisto”, „Flavio”, „Król Longobardów”, „Siroe”, „Król Persji”, „Imeneo”, „Giustino”, „Ptolemeusz”, „Król Egiptu” oraz wybrane części z Concerti Grossi op. 3 i 6… „Podczas kluczowego dla swej kariery pobytu we Włoszech młody Händel zetknął się osobiście z Arcangelo Corellim, twórcą pierwszych koncertów, niezwykle popularnych w Anglii. Concerti grossi op. 6 Händla (1739) są hołdem złożonym przez sędziwego już kompozytora włoskiemu mistrzowi. Noszą nie tylko ten sam numer opusowy, co słynne pierwowzory Corellego, lecz przede wszystkim podobne cechy stylistyczne”.
Kontratenorowi towarzyszył zespół Ensemble Artaserse, który również uczestniczył w nagraniu „The Händel Album”. Te nagrania przynoszą arie z rzadziej wykonywanych oper Haendla, a tym samym mniej prawdopodobnymi aby usłyszeć je w teatrze lub sali koncertowej. Ten, wg magazynu New York Times, „niezrównany … ekscytujący głos” przybliża melomanom artyzm kompozytora, który wyprodukował trzydzieści pięć oper dla londyńskiej sceny.
"
Pozdrawiam Ciebie @Obas, bez nadziei, że przekonałem do Jaroussky'ego, WP
Załączniki
handel_jaroussky_1_mini.jpg


Obas

#14 Muzyka klasyczna - uchem melomana amatora.

Post autor: Obas » śr 21 lut 2018, 12:56

Angel pisze:
sob 17 lut 2018, 00:23
Obas, napisałeś "Dokładnie o tym mówię. W każdej epoce byli artyści i wyrobnicy. Z czegoś trzeba było żyć."
Mam nadzieję, że nie uważasz Vivaldiego za wyrobnika? Bo tak to w tym kontekście "zabrzmiało".
Oczywiście nie. Uważam Vivaldiego za wspaniałego kompozytora. Nie jest to kompozytor, którego słucham często, ale zdarza się. A jego "Gloria" jest dziełem z najwyższej półki. (Wykonuje Concerto Italiano - w ich wykonaniu polecam przede wszystkim muzykę włoską, szczególnie Monteverdiego)
Antonio Vivaldi - Gloria - dyr. Rinaldo Alessandrini

Różnicę między geniuszem a wyrobnikiem widać bardzo dobrze w jednym z moich ulubionych filmów - "Amadeusz". Film opowiadany z perspektywy Salieriego, wyrobnika, który jest świadom swojej 'małości' i geniuszu Mozarta, przez to go nienawidzi ale też przy tym ma do niego wielki szacunek.
Jedna z najlepszych scen filmu!
Salieri vs Mozart

@wpszoniaku
Philippe Jaroussky ma wspaniały głos. Nigdy temu nie przeczyłem, odkąd tylko pierwszy raz miałem okazję go usłyszeć, a było to wiele lat temu. Nie jest to mój ulubiony rodzaj głosu kontratenora, bo dużo bardziej lubię kontratenorów lirycznych (dam kilka przykładów muzycznych troszkę niżej) ale nigdy nie powiem, że nie potrafi śpiewać

Ale niestety w swoim myśleniu właśnie przede wszystkim o głosie zatracił to co najważniejsze - Muzykę. I Twój przykład, za który w dyskusji o Nim bardzo dziękuję, tylko bardzo dobitnie pokazuje, że tak właśnie jest:
wpszoniak pisze:
sob 17 lut 2018, 07:17
gdy promował „The Händel Album”
wpszoniak pisze:
sob 17 lut 2018, 07:17
Program koncertu przewidywał wykonanie fragmentów instrumentalnych i wokalnych z oper „Radamisto”, „Flavio”, „Król Longobardów”, „Siroe”, „Król Persji”, „Imeneo”, „Giustino”, „Ptolemeusz”, „Król Egiptu” oraz wybrane części z Concerti Grossi op. 3 i 6
wpszoniak pisze:
sob 17 lut 2018, 07:17
W ariach z dzisiejszego programu znajdziemy wiele fragmentów pozwalających Philippowi Jarousskiemu oddać kunszt wykonawczy Senesina
Promował swój album, który zawiera składankę arii z oper pozwalających oddać kunszt... W tym jednym zdaniu jest o Nim wszystko. Wiadomo, z czegoś trzeba żyć...
Dlaczego jego płyty w znakomitej większości (nie wszystkie, ale bardzo duży procent) to kompilacje utworów z różnych dzieł? Dlaczego nie śpiewa monumentalnych, kompletnych oratoriów Handla, czy kantat Bacha spójnych w okresie liturgicznym, nawet jako solista? Bo tam nie byłby najjaśniej świecącą gwiazdą w konstelacji. Na kompletnych dziełach świeci przede wszystkim kompozytor i ewentualnie dyrygent ze swoją interpretacją. W drugiej kolejności mogą świecić wykonawcy. Na płytach Jaroussky'ego świeci Jaroussky, nie Handel! Niestety dla mnie to są popisy. Tak jak Vanessa Mae, Nigel Kennedy, Andre Rieu i cała gama innych 'gwiazd' muzyki klasycznej, które pokazują przede wszystkim siebie

Nie wiem dlaczego z takim głosem poszedł w taką stronę. Może dlatego, że na dość wczesnym etapie kariery związał się z Emmanuel Haim i Christiną Pluhar, za którymi nie przepadam również - dokładnie z tego samego powodu. Robią płyty, które są popisowymi składankami pokazującymi przede wszystkim niewątpliwy kunszt zespołów, a nie cudowność Muzyki baroku. A może dlatego się ze sobą związali na dłużej? Bo mają takie samo podejście do Muzyki?
wpszoniak pisze:
sob 17 lut 2018, 07:17
Wtedy okazał się przemiłym panem (może skromnym? Ale nie bardzo wierzę w skromność wielkich artystów) w czasie koncertu jak i po gdy swój czas poświęcał słuchaczom, którzy chcieli z nim zamienić słowo a przy okazji wydębić autograf.
To jest akurat norma u wielu artystów. I dobrze. Oni tak również zarabiają. Może i są skromni. Może lubią kontakt z ludźmi na całym świecie. Nie przeczę. Ale kiedy wyjdą podpisywać płyty, to zazwyczaj dzięki temu sprzedaż tych płyt rośnie. To jest bardzo prosty mechanizm. I nie mówię, że zły, bo w moim otoczeniu już kilka płyt w taki sposób kupiono.
Podobnie zespół The King's Singers, który bardzo lubię. Oni zawsze wychodzą do ludzi. Rozmawiają. Podpisują płyty, nuty, co tylko im się podłoży, każdy z nich ma swój pisak w innym kolorze. Ba, Panowie nawet śpiewają. Jeśli ktoś akurat ma urodziny to spiewają krótkie "Happy Birthday". Fantastyczna sprawa, którą będzie się pamiętać przez wiele lat! To są naprawdę świetni ludzie i nie wierzę, że tak dobrze udają. Ale to jest część ich pracy, część ich show, dzięki któremu mogą to show rozwijać. Sprzedają po koncertach płyty, partytury i inne gadżety, a dzięki temu, że jest okazja z nimi porozmawiać i zrobić zdjęcie - sprzedaż rośnie. I każdy jest zadowolony

A teraz kilka przykładów muzycznych wykonywanych przez kontratenorów, których uwielbiam:
Robin Blaze - https://www.youtube.com/watch?v=CW8y-cjX_gs
Andreas Scholl - https://www.youtube.com/watch?v=aq674jqqEus
Damien Guillon - https://www.youtube.com/watch?v=nZb7FcP84CM
Dla mnie to są gwiazdy

A Philippe Jaroussky niestety dla mnie to gwiazdorek
https://www.youtube.com/watch?v=WX83BSR0mug
Tutaj jego maksymalnie liryczny kawałek jaki znalazłem. Świetny głos. Piękny, naprawdę. Ale na scenie jest sam, światło na niego, wszystko na pamięć, gra jak aktor...
https://www.youtube.com/watch?v=KxnBjAaJWCc wiele lat później i dalej na scenie to on jest najważniejszą gwiazdą. Znowu na pamięć, znowu gra i znowu hicior. Ja tego nie kupuję... Mnie to nie kręci. W żadnym stopniu. Może dlatego że wychowałem się jako chórzysta i dla mnie najważniejsza jest jednak Muzyka i zespół
@wpszoniaku - posłuchaj sobie tych kontratenorów, których wymieniłem - w różnych repertuarach. Youtube jest pełny muzyki z nimi - zarówno jako soliści jak i jako chórzyści. I słuchaj Bacha i Haendla, a nie poszczególnych głosów. Zmienia się perspektywa kiedy głos jest środkiem do pokazania geniuszu kompozytora a nie własnego kunsztu

Pozdrawiam


wpszoniak

#15 Muzyka klasyczna - uchem melomana amatora.

Post autor: wpszoniak » śr 21 lut 2018, 20:28

@Obas'ie drogi,
nie będę Ciebie przekonywał do kontratenora, który wg Ciebie jest tylko gwiazdorkiem, ale nadużyciem wydaje mi się stawianie tego artysty (dla mnie fantastycznego kontratenora, który śpiewa ze swobodą jakiej inni gwiazdorzy mogliby mu pozazdrościć) obok kitsch'owatych: V. Mae i A. Rieu, którzy działają na innym zresztą polu bo na popowym. Celowo pominąłem trzeciego skrzypka, bo może nie jest pop- kitschem, choć również mnie nie przekonuje.
Moją ostrą w tonie wypowiedź nie traktuj jednak tak mocno jak słowa każą je odczytywać, bo to przecież tylko dyskusja, która i tak nie zmieni postępowania żadnego z wymienionych artystów.
Pozdrawiam, WP

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość