Gatunki muzyczneMuzyka klasyczna - uchem melomana amatora.

Awatar użytkownika

Autor tematu
Miles
Administrator
Posty: 502
Rejestracja: pt 08 wrz 2017, 09:22
Lokalizacja: Wałbrzych

#31 Muzyka klasyczna - uchem melomana amatora.

Post autor: Miles » ndz 14 lip 2019, 20:25

Od pewnego czasu moja płytoteka powiększa się w największym stopniu o muzykę fortepianową. W ujęciu klasycznym, w ujęciu jazzowym - podział na gatunki nie jest istotny. Byle muzyka porywała bez reszty.
Szczególnie "na tapecie" mam od tygodni ostatnie sonaty fortepianowe Ludwiga van Beethovena w rozmaitych interpretacjach. Na początek najnowsze edytorsko z wałkowanych nagrań, autorstwa Jewgienija Sudbina. Dwie ostatnie sonaty, do tego zbiór sześciu bagatel. Przepiękna muzyka w świetnym, subtelnym, smakowitym wykonaniu. Ponadto ładnie wydana, w eleganckim eco-packu i na dysku hybrydowym SACD - typowo dla firmy BIS, podobnie zresztą jak w przypadku opisanych przeze mnie wcześniej Wariacji Goldbergowskich.
Gorąco polecam, trudno napisać coś więcej, bo tego po prostu się słucha...
Sudbin.JPG
Dla fanatyka czystości moralnej naga prawda to pornografia. - Andrzej Mleczko

Awatar użytkownika

Autor tematu
Miles
Administrator
Posty: 502
Rejestracja: pt 08 wrz 2017, 09:22
Lokalizacja: Wałbrzych

#32 Muzyka klasyczna - uchem melomana amatora.

Post autor: Miles » pt 09 sie 2019, 21:38

Jak już jesteśmy przy wspaniale grającym Jewgieniju Sudbinie, to zanim napiszę o innych ujęciach sonat Beethovena , które ostatnimi czasy wałkuję, zrobię mały krok w bok.

Sonaty fortepianowe Domenico Scarlattiego (w oryginale klawesynowe rzecz jasna), dobre są na każdą porę dnia i nocy. Mimo że dziś nazywamy te utwory podobnie, sonaty Scarlattiego różnią się bardzo od sonat chociażby wspomnianego tu Beethovena. Mają jednoczęściową budowę i w zamierzeniu kompozytora to miała być raczej muzyka rozrywkowa, czego o utworach Beethovena no raczej bym nie powiedział, nie chcąc narazić się słynnemu klasykowi :mrgreen: .
Scarlatti napisał ich ponad 550, sam nazywając je - jak podają źródła - ćwiczeniami ("Esercizi").
Jewgienij Sudbin w odstępie kilkunastu lat nagrał dwie płyty po 18 sonat każda. Są chwile, kiedy chce się posłuchać czegoś lekkiego, ale jednak najwyższej próby - współczesna obrzydliwa popowa komercha odpada - dołuje mnie i wnerwia. Nie ma problemu: wystarczy cofnąć się o kilkaset lat - w baroku rozrywka nie kłóciła się z jakością, hi hi hi...
9B21B343-2CAA-43FC-B964-988523334C29.jpeg
Dla fanatyka czystości moralnej naga prawda to pornografia. - Andrzej Mleczko

Awatar użytkownika

Autor tematu
Miles
Administrator
Posty: 502
Rejestracja: pt 08 wrz 2017, 09:22
Lokalizacja: Wałbrzych

#33 Muzyka klasyczna - uchem melomana amatora.

Post autor: Miles » pn 14 paź 2019, 14:18

Szczególnie cenię sobie w muzyce rarytasy, które znajdują się tak daleko poza głównymi i najpopularniejszymi muzycznymi nurtami, że taki laik jak ja może natrafić na nie tylko przypadkiem, lub z polecenia - tak jak to miało miejsce w przypadku arcyciekawej płyty z muzyką nieznanego mi wcześniej Georgija Gurdżijewa , którego utwory, pierwotnie transkrybowane na fortepian, tu zostały zagrane na gitarze elektrycznej przez Guntera Herbiga.

Niesamowicie wciągająca muzyka i wykonanie. Nie samym Beethovenem człowiek żyje... Polecam zapoznać się z tymi nagraniami wszystkim poszukiwaczom oryginalnej, frapującej i pięknej muzyki. Bardziej profesjonalny opis znajdziecie tu:

https://www.music-island.pl/opisplyty-B ... l#recenzje
Ex Oriente.JPG
Ex Oriente 1.JPG
Ex Oriente 2.JPG
Dla fanatyka czystości moralnej naga prawda to pornografia. - Andrzej Mleczko

Awatar użytkownika

Autor tematu
Miles
Administrator
Posty: 502
Rejestracja: pt 08 wrz 2017, 09:22
Lokalizacja: Wałbrzych

#34 Muzyka klasyczna - uchem melomana amatora.

Post autor: Miles » sob 29 lut 2020, 23:38

Zima dobiega końca. Jaka zima?? - żachnie się niejeden... Fakt. Ostatnie miesiące są rekordowo ciepłe. Z mojej perspektywy nie jest jednak tak szaro - mieszkając w Sudetach miałem okazję trochę się ze śniegiem nawojować...choć w obecnej sytuacji klimatycznej to raczej nie "nawojować", a śniegiem "nacieszyć". Niemniej jednak, gdy ostatnio w gwałtownej śnieżycy wchodziłem na jeden z piękniejszych karkonoskich szczytów, z trudem wypatrując szlaku i próbując łapać powietrze (gdy na nieodległych równinach można by w tym czasie z powodzeniem grillować pod chmurką), myślałem oczywiście o muzyce, jakiej posłucham po powrocie do domu. Zaś teraz, kilka dni później, myślę sobie, że to ostatni moment żeby o tej muzyce napisać. Bo lada moment bardziej aktualne staną się klimaty w stylu reggae czy inne tego typu...

Winterreise - czyli Podróż zimowa Franciszka Schuberta i Wilhelma Mullera. Zbiór pieśni który doczekał się niezliczonych wykonań. Śpiewak - tenor i akompaniament fortepianu. Czasem nie tenor, a baryton. Tak czy siak: liryczny głos męski z fortepianem. Można przebierać w nagraniach. Co jednak, gdy głos męski zastąpimy żeńskim, a fortepian...lirą korbową? W ujęciu Nataszy Mirković (głos) i Matthiasa Loibnera (lira korbowa) Podróż zimowa jest wstrząsająca. Przytłaczająca i fascynująca zarazem. Głos artystki wbija w fotel i nie pozwala z niego wstać, zaś lira korbowa ma tu w swoim brzmieniu coś tak wciągającego, hipnotyzującego, że gdy już umieszczę tą płytę w odtwarzaczu to słucham jej w kółko. Oszałamiająca muzyka. Musicie jednak być gotowi na to, że każde odtworzenie tej płyty to silne przeżycie. Powinni dać jakieś ostrzeżenie na okładce...
WR.JPG
WR1.JPG
WR2.JPG
Dla fanatyka czystości moralnej naga prawda to pornografia. - Andrzej Mleczko

Awatar użytkownika

Autor tematu
Miles
Administrator
Posty: 502
Rejestracja: pt 08 wrz 2017, 09:22
Lokalizacja: Wałbrzych

#35 Muzyka klasyczna - uchem melomana amatora.

Post autor: Miles » śr 04 mar 2020, 11:03

Rzutem na taśmę zdążyłem w lutym (dwudziestego dziewiątego :mrgreen: ) napisać o Winterreise. Następnego dnia zaczął się marzec i jak na zawołanie przywaliło słońce. Schubertowskie klimaty odeszły w zapomnienie, zapachniało... bo ja wiem... Vivaldim? Czemu nie. A dziś dodatkowo jest rocznica urodzin Rudego Księdza, to może niech on właśnie będzie bohaterem pozytywnym tego postu?

Jak pada nazwisko Vivaldi to od razu myślimy o Czterech porach roku. Pewnie nie tylko dlatego, że to najpopularniejsze dzieło tego kompozytora, ale dlatego, że to prawdopodobnie najpopularniejszy "tytuł" muzyki klasycznej w ogóle. Znają go niemal wszyscy, a jak nie - to i tak znają pochodzące zeń melodie. Bo można je spotkać wszędzie, jako dzwonki w smartfonach i tło dźwiękowe w reklamach także.

Co ciekawe, sam Antonio Vivaldi skomponował ponad 460 koncertów na instrumenty solowe, a te cztery najbardziej znane o których tu mowa nie stanowiły w zasadzie samodzielnego dzieła, tylko wchodziły w skład szerszego, składającego się w sumie z dwunastu koncertów (op.8) cyklu pod tytułem Il cimento dell’armonia e dell’inventione (Spór między harmonią a wyobraźnią). To tyle tytułem szkolnej czytanki, no ale po trzystu latach wypada przypomnieć podstawowe fakty :mrgreen: .

Nagrań tych koncertów jest ponad dwieście, a że to stan sprzed kilku lat, to może i już bliżej trzystu - ktoś pewnie to liczy. Na początku wpadały w moje ręce wersje przypadkowe, w sensie kupione przypadkiem, a nie nagrane przez przypadkowych skrzypków. Nic z tych rzeczy. Wspomnę tu chociażby interpretację wspaniałej Anne-Sophie Mutter, czy z naszego podwórka - Roberta Kabary. Jednak jestem trochę ciekawski, zacząłem szukać "świadomie" wybranych wykonań. Kiedyś w czasie dyskusji na jednym z forów internetowych kolega Wojtek Pszoniak, który przesłuchał więcej nagrań Vivaldiego niż ja zjadłem kotletów, polecił mocno wersję Fabio Biondiego i Europa Galante. Ta interpretacja spotkała się ze sporym uznaniem innych kolegów. Najpierw pożyczyłem tą płytę, po jakimś czasie kupiłem. No i co mogę powiedzieć. Ogień tam jest, bez dwóch zdań. Jednak wersja ta moją ulubioną nie została. Rozumiem, że może się bardzo podobać, ale nie mnie. Coś mnie tam gryzie. Jakby w tej materii brakowało substancji. No co zrobić - przy takim wyborze każdy może mieć swoją najlepszą wersję tych koncertów, bo każdy ma swój gust. Na szczęście więc i ja znalazłem swoją najulubieńszą interpretację Czterech pór roku. I to bez dwóch zdań najulubieńszą. Idealne wyważanie, subtelność i zwiewność, koloryt dynamiczny i wyrafinowanie. A wszystko połączone głęboką myślą. Prawdę powiedziawszy po przyjęciu wczoraj podwójnej dawki Biondiego, gdy zacząłem odczuwać lekkie rozdrażnienie, sięgnąłem dla uspokojenia właśnie po Tą wersję. A Ta wersja to interpretacja Adriana Chandlera i La Serenissima. Dla mnie wszystko tu jest na swoim miejscu, jednocześnie jest ciekawie i oryginalnie - ani sekundy nudy. Dodatkowo na płycie mamy jeszcze cztery bardzo smakowite koncerty: dwa fagotowe i dwa na trzystrunowe skrzypce (tromba marina). Muzyczna uczta.
Chandler.JPG
Chandler1.JPG
Dla fanatyka czystości moralnej naga prawda to pornografia. - Andrzej Mleczko

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość