Gatunki muzyczneMuzyka klasyczna - uchem melomana amatora.


wpszoniak

#16 Muzyka klasyczna - uchem melomana amatora.

Post autor: wpszoniak » śr 21 lut 2018, 20:35

Obas pisze:
śr 21 lut 2018, 12:56
Robin Blaze - https://www.youtube.com/watch?v=CW8y-cjX_gs
Andreas Scholl - https://www.youtube.com/watch?v=aq674jqqEus
Damien Guillon - https://www.youtube.com/watch?v=nZb7FcP84CM

...posłuchaj sobie tych kontratenorów, których wymieniłem - w różnych repertuarach. Youtube jest pełny muzyki z nimi - zarówno jako soliści jak i jako chórzyści. I słuchaj Bacha i Haendla, a nie poszczególnych głosów. Zmienia się perspektywa kiedy głos jest środkiem do pokazania geniuszu kompozytora a nie własnego kunsztu
@Obas'ie ja ich znam, nawet próby czyniłem parę lat wstecz przed zakupem CD "Stabat Mater" Pergolesiego... Od zakupu wersji- Blaze, Thomas, Solomon, Florilegium, odstręczyła mnie pani Elin Manahan Thomas, a od wersji Andreasa Scholla... hmmm... sam Scholl.
Pozdrawiam, WP

Awatar użytkownika

Obas
Poszukiwacz Audiolub
Posty: 102
Rejestracja: śr 03 sty 2018, 14:05
Lokalizacja: Zabrze

#17 Muzyka klasyczna - uchem melomana amatora.

Post autor: Obas » śr 21 lut 2018, 20:46

wpszoniak pisze:
śr 21 lut 2018, 20:28
nadużyciem wydaje mi się stawianie tego artysty (dla mnie fantastycznego kontratenora, który śpiewa ze swobodą jakiej inni gwiazdorzy mogliby mu pozazdrościć) obok kitsch'owatych: V. Mae i A. Rieu, którzy działają na innym zresztą polu bo na popowym.
Tak, jest to nadużycie. Zastosowane celowo, choć na pewnej płaszczyźnie wszyscy posiadają wspólny mianownik. Swoboda śpiewu to zupełnie inna sprawa, choć z drugiej strony czy Vannessa Mae nie gra na skrzypcach swobodnie? Nie w tym rzecz w całym moim wywodzie... z resztą kilkukrotnie podkreślałem jak dobry ma głos
wpszoniak pisze:
śr 21 lut 2018, 20:28
Moją ostrą w tonie wypowiedź nie traktuj jednak tak mocno jak słowa każą je odczytywać, bo to przecież tylko dyskusja
Więc skoro jest to tylko dyskusja, w której wyrażamy swoje zdanie, to po co ostry ton? Nikt nie użył żadnych inwektyw, aby tak mocno kontrować. Chyba, że odmienne zdanie jest wystarczające do zmiany tonu... To cóż, trzeba uważać. Nie będę ukrywał że oczekiwałem dyskusji, na którą będę czekał z wypiekami na twarzy. Takiej, w której bardziej doświadczony słuchacz, który pewnie słuchał baroku kiedy mnie na świecie nie było, wypunktuje wszystkie moje argumenty i poda jakieś kontr-. No ale ten wypiek zmienił się w rumieniec irytacji, bo nie o to mi chodziło
wpszoniak pisze:
śr 21 lut 2018, 20:35
Obas'ie ja ich znam
To świetnie, z resztą - szczerze mówiąc - nie wątpiłem w to. Chciałem tym podkreślić jakich głosów w mojej muzycznej przygodzie szukam, jakie cenię a jakie mniej. Skoro od Stabat Mater Pergolesiego w wykonaniu Scholla odrzucił Cię Scholl, to znaczy ni mniej ni więcej, że mamy odmienny gust. A o nim się nie dyskutuje. Ponoć. Choć szkoda

Pozdrawiam


wpszoniak

#18 Muzyka klasyczna - uchem melomana amatora.

Post autor: wpszoniak » śr 21 lut 2018, 22:05

@Obas'ie,
muszę dopowiedzieć coś niecoś- zapewne rzeczywiście słucham od wielu, wielu, wielu lat... Ale nie tylko baroku, bo i muzykę średniowieczną i z wszystkich następnych epok. A skoro wszystkich następnych to nie są mi obce klasyki jazzu i rocka. Przy tak szerokich zainteresowaniach nie jestem specjalistą w żadnym z tych wymienionych gatunków. Jednak jest coś co, jak mi się wydaje, pozwala mi mieć własny pogląd na barok czy romantyzm albo minimalizm, albo... (wliczając tez wypowiedzi na blogu czy tu na forum). Otóż- właśnie to, że mam stały kontakt z każdym z tych rodzajów muzyki, odbieram każdego wykonawcę troszkę przez pryzmat innych gatunków muzycznych. To wstęp do wyjaśnienia dlaczego Jaroussky mnie bardziej przekonuje niż Scholl. Scholl dysponuje świetnym głosem, nieskazitelną techniką wokalną, ale wg mnie śpiewa ostrożnie, albo beznamiętnie. Bardzo sobie cenię to, że reprezentuje szkolę wykonawstwa historycznego, jeno kto wie jakie ono powinno być? Z wykonaniem romantyków problemów nie ma bo dysponujemy nagraniami uczniów, uczniów Chopina (choćby nagrania Raula Koczalskiego), ale jak grać barok? Lubisz Glenna Goulda? Ja uwielbiam. Lubisz "Cztery pory roku" w interpretacji Fabio Biondiego? Ja uwielbiam.
Mam nadzieję, że za bardzo Ciebie nie rozczarowałem... Bywam ortodoksyjnym słuchaczem, ale nie zawsze.

Awatar użytkownika

Angel
Administrator - Niewidoczni Akademicy
Posty: 1078
Rejestracja: pt 08 wrz 2017, 19:50
Lokalizacja: Kielce

#19 Muzyka klasyczna - uchem melomana amatora.

Post autor: Angel » pn 05 mar 2018, 02:05

Panowie. Nie zapominajcie, że jest to dyskusja pod tytułem "...uchem melomana amatora".
Ja tu jestem z Was najmniej osłuchany w tego typu muzyce. Co nie znaczy chyba (mam nadzieję), że najmniej wrażliwy, czy nie potrafiący wyciągać wniosków.

Nie ma co się rzeczywiście zaperzać, bo macie inne podejście do odbioru tej muzyki, inne gusta.
Wszak, to jest piękna muzyka i każde wykonanie zasługuje choć na odrobinę uwagi.
Odmawianie temu, czy innemu artyście (może z wyjątkiem Vanessy Mae - chociaż i ona może całą sobą gra jak potrafi?) braku wczucia się w muzykę, nieodpowiedniej jej interpretacji uważam za krzywdzące.
Bo jaka interpretacja jest odpowiednia, właściwa?
Rzeczywiście jeśli są podstawy by móc stwierdzić, że kompozytor tak słyszał, tak chciał, by przedstawiano tę muzykę, to można by krytykować pewne wykonania. Ale i to nie do końca. Ponieważ muzyka moim zdaniem nie jest skostniałym kanonem, ale ewoluuje wraz z wykonawcą. I to wykonawca daje ducha tej muzyce a nie odwrotnie (choć wielu z nas mogłoby się tak wydawać).
Lecz, gdy nie wiemy co tak naprawdę działo się w umyśle kompozytora, jakie miał wizje, to dlaczego chcemy sztucznie stawiać jakieś granice interpretacyjne. Że tak niby nie powinno się grać, śpiewać itp.?

Na pewno na podstawie pewnych zapisów, szkół wykonawczych, podawanych z pokolenia na pokolenie schematów, można pokusić się o maksymalne zbliżenie się do kanonów muzycznych danej epoki. Ale tu znów nie mamy pewności, co działo się w umyśle kompozytora. Bo to byli geniusze, wyrastający ponad swoją epokę. Oni słyszeli w głowie, czuli coś, czego wcześniej nie było.
Kto wie jak daleko w przyszłość swoją wizją, swoim czuciem wybiegali? Chcecie im koledzy założyć kaganiec?

Ja, jako admirator "Czterech Pór Roku" Vivaldiego, uwielbiam zarówno wykonanie Biondi'ego jak i Kennedy'ego (z lubością słucham również jego "obrazoburczej" wizji - impresji na temat, "Vivaldi The New Four Seasons").
Proszę też o nie wrzucanie Kennedy'ego do jednego wora wraz z Vanessą Mae. Ponieważ jak już pisałem dla mnie pan Nigel jest artystą wszechstronnym, bez uprzedzeń, nowoczesnym, twórczym. Działającym na wielu muzycznych polach.
Vanessa zaś jest tylko supersprawnym, wirtuozerskim automatem do odgrywania nut. Tu oczywiście zaznaczę, że to tylko moje zdanie i jeśli ktoś lubi jej słuchać a ta muzyka wywołuje w nim pozytywne emocje, ma to wszystko jakąś wartość.
Kennedy zaś, moim zdaniem, potrafi zagrać z wielkim wyczuciem i dozą liryczności. Jak również mocno, ostro, punkowo, eklektycznie, nawet szokująco.
Czyż to nie jest domena prawdziwego artysty?
Dlaczego wykonawca, interpretator nie ma pokazywać siebie, czyli swojej wizji wykonawczej? Nie za to ich kochamy?

"Nuty wolą tańczyć solo, ale wiedzą
DO RE MI FA SOL LA SI
że to pachnie samowolą
i że chór najlepiej brzmi!"

Tak śpiewał Włodzimierz Wysocki (tłum. Wojciech Młynarski).
Oczywiście, że tak. I chór owszem powinien być jednym organizmem. Ale jeśli w jakimś dziele jest uwzględniony solista czy kilku, to nie wymagajmy od nich wtopienia się w ten "chór". Zawsze rolą solisty było błyszczeć. Jak ta perła w koronie.
Dlatego mnie akurat nie przeszkadza Jaroussky i jego maniera. Nawet z przyjemnością go posłuchałem. Ani inni, którzy są gwiazdorami. Bo kim mają być?
Można być solistą, szarą myszką? Ja w to nie wierzę.

Zgadzam się jak najbardziej z tym, że można jakieś wykonania, interpretacje lubić, nawet kochać. Wobec innych przejść obojętnie albo ich nawet nienawidzić. To dobrze. Bo muzyka powinna budzić emocje. Nawet takie.

Dlatego proszę Was koledzy i wszystkich, którzy to czytają a mają swoje przemyślenia w tej dziedzinie o wypowiadanie się w tym wątku. Przedstawiajmy swoje fascynacje, opisując dlaczego je lubimy. Pamiętając, że ktoś inny może mieć inny gust, szukać w muzyce czegoś innego.
Mnie bardzo podobają się Wasze opinie na temat danej muzyki, wykonawców. Chcę czerpać z Waszych doświadczeń.
Dobrze jest też wiedzieć po co warto sięgać, gdy się szuka dobrych wykonań danego dzieła. Wolę mieć kilka nawet skrajnych opinii, niż nie wiedzieć nic i szukać po omacku w mnogości wykonań, interpretacji.
Denerwować się to mścić się na własnym zdrowiu za głupotę innych.
Ernest Hemingway


wpszoniak

#20 Muzyka klasyczna - uchem melomana amatora.

Post autor: wpszoniak » pn 05 mar 2018, 08:34

W pełni się zgadzam.

Awatar użytkownika

Obas
Poszukiwacz Audiolub
Posty: 102
Rejestracja: śr 03 sty 2018, 14:05
Lokalizacja: Zabrze

#21 Muzyka klasyczna - uchem melomana amatora.

Post autor: Obas » pn 12 mar 2018, 11:22

@Angel Jaka interpretacja jest właściwa? Nie ma takiej! Każdemu podoba się coś innego i to jest zupełnie naturalne. Ale to, że coś mi się podoba, to nie oznacza, że to jest właściwa interpretacja. Bardzo lubię mszę h-moll Bacha pod Parrottem, pod Herreweghem i pod Hengelbrockiem. Parrott robi w pojedynczej obsadzie, Herreweghe w nieco większej, a Hengelbrock w jeszcze troszkę większej. Parrott to brzmienie brytyjskie, Herreweghe flamandzkie, Hengelbrock - niemieckie. Pięknie, jeden kompozytor, to samo dzieło - inne interpretacje, różne brzmienie, każde wspaniałe. I które jest poprawne?

Ja mogę coś bardziej lubić bądź mniej. Szkoda mi czasu na słuchanie muzyki, której nie lubię bądź wykonań, które do mnie nie trafiają. Dla sportu czasem można. Mogę także oczywiście przesłuchać coś czego wcześniej nie znałem, jak mi się nie spodoba, to za jakiś czas wrócić, żeby sprawdzić czy mi się nie odmieniło (bo i tak się zdarzało), ale jak już wiem, że czegoś nie lubię, to po co?
Angel pisze:
pn 05 mar 2018, 02:05
Rzeczywiście jeśli są podstawy by móc stwierdzić, że kompozytor tak słyszał, tak chciał, by przedstawiano tę muzykę, to można by krytykować pewne wykonania.
Niestety w muzyce (klasycznej), której słucham najczęściej, czyli baroku i renesansu - ciężko o to o czym piszesz. Można zgłębiać, ale nawet jak byśmy wiedzieli jak Bach chciałby, żeby coś brzmiało, to dlaczego nie próbować inaczej? Bach na jazzowo brzmi genialnie i to akurat wiemy, że nie gra tak jak by chciał :) Z drugiej strony kompozytorzy często mieli tak pootwierane umysły, że na pewno przewidywali że ta ich Muzyka może być kiedyś grana inaczej, ale w swoich czasach mieli takie instrumenty jakie mieli i nie było rady.
Angel pisze:
pn 05 mar 2018, 02:05
Ale jeśli w jakimś dziele jest uwzględniony solista czy kilku, to nie wymagajmy od nich wtopienia się w ten "chór". Zawsze rolą solisty było błyszczeć. Jak ta perła w koronie.
Nie w tym rzecz jeśli chodzi o kontrast bycia solistą, a bycia chórzystą. Bardziej o dobór repertuaru.
https://www.youtube.com/watch?v=jm1os4VzTgA
Czy ktoś neguje, że tutaj soliści świecą najjaśniej? Ten solista podoba się bardziej, ten mniej. To naturalne. A jak robiłem sobie zdjęcie z Emmą Kirkby to ręce mi się trzęsły, taka to jest gwiazda.
Natomiast chodzi mi o to, co jest najważniejsze. Przytrzymam się tego Jarrouskyego, bo wiemy o kim mówimy i to jest dobry przykład żeby podkreślić co w tym mnie kręci. Jak mam porównywać Andreasa Scholla, który nagrywał msze, kantaty, oratoria Bacha, Membra Jesu Nostri Buxtehudego (dyr. Rene Jacobs, polecam!!), oratoria Haendla i tak dalej, i tym podobne - czyli pełne cykle kompozycyjne, do Jarrouskyego, który lubuje się w pięknych, efektownych składankach pokazujących jego kunszt, to sobie odpowiadam na pytanie - czyja droga mi bardziej odpowiada. I wybór jest prosty (oczywiście, Scholl również nagrywał składanki, ale(ALE!!!) dominuje to czego szukam)
Angel pisze:
pn 05 mar 2018, 02:05
Dlatego mnie akurat nie przeszkadza Jaroussky i jego maniera.
No i w porządku, i o to chodzi. Jak to mawia klasyk Angel - Ty będziesz tego słuchał, nie ja ;)

Awatar użytkownika

Autor tematu
Miles
Czeladnik Audiolub
Posty: 285
Rejestracja: pt 08 wrz 2017, 09:22
Lokalizacja: Wałbrzych

#22 Muzyka klasyczna - uchem melomana amatora.

Post autor: Miles » sob 31 mar 2018, 23:23

W okresie wielkanocnej zadumy sięgamy po wyjątkową muzykę. Przez stulecia napisano mnóstwo przepięknych dzieł na okoliczność Zmartwychwstania Pańskiego.

Wiecie że kiedyś uważałem, że nie lubię klasycznej muzyki wokalnej, zwłaszcza tej o charakterze sakralnym? Jak to możliwe? Ano to całkiem proste: głupi byłem. Nie znałem, to gadałem że nie lubię.
Teraz, choć słucham muzyki najrozmaitszych gatunków, nie znam innej twórczości muzycznej, której słuchając mógłbym z czystym sumieniem powiedzieć, że ociera się ona o niebiosa.

Przykładem takiej nieskończenie pięknej muzyki, odpowiedniej do słuchania w Wielkim Tygodniu jest dla mnie płyta wydana przez oficynę Raumklang, a zawierająca cykl kantat Dietricha Buxtehude o tytule Membra Jesu Nostri. Wykonawcami są: Capella Angelica (zespół wokalny), Lautten Compagney (zespół instrumentalny) a to wszystko pod dyrekcją Wolfganga Katschnera.

Cóż mogę napisać? Chyba tylko tyle, że nie znam piękniejszej muzyki z którą mógłbym przeżywać ten świąteczny okres...
Buxtehude 1.jpg
Buxtehude 2.jpg
Buxtehude 3.jpg
Buxtehude 4.jpg
Dla fanatyka czystości moralnej naga prawda to pornografia. - Andrzej Mleczko

Awatar użytkownika

Obas
Poszukiwacz Audiolub
Posty: 102
Rejestracja: śr 03 sty 2018, 14:05
Lokalizacja: Zabrze

#23 Muzyka klasyczna - uchem melomana amatora.

Post autor: Obas » czw 05 kwie 2018, 11:31

@Miles Membra Jesu Nostri jest w istocie dziełem niezwykłym. W ogóle wczesny barok zawiera mnóstwo wspaniałej muzyki, jest ona bardziej surowa niż dojrzały barok Haendla czy Bacha, ale słuchanie różnych dzieł takich kompozytorów jak Schutz, Buhtexude, Monteverdi, Gabrieli - również wiele wnosi.

Jeśli chodzi o "Membra Jesu Nostri" to polecam dwa znakomite wykonania:
John Eliot Gardiner (Monteverdi Choir, English Baroque Soloists) - https://www.amazon.com/Membra-GARDINER- ... B000024Z78
Konrad Junghaenel (Cantus Colln) - https://www.amazon.com/Buxtehude-Membra ... B000E97X98

Dzieło ma to do siebie, że jest bardzo rzadko wykonywane. Ja miałem możliwość słyszeć to na żywo tylko jeden raz. Soliści muszą być doskonali, do tego barokowo brzmiący chór (choć niektórzy z chóru rezygnują). Trudne dzieło, ale bardzo piękne

Przy tej okazji polecam płytę - "A Venetian Coronation 1595"
https://www.amazon.co.uk/Gabrieli-Venet ... B00000DNTZ

Muzyka braci Gabrieli przestawiająca jak mogła wyglądać koronacja w bazylice św. Marka w Wenecji. Świetna muzyka i do tego - jedna z pierwszych płyt Gabrieli Consort & Players Paula McCreesha.


wpszoniak

#24 Muzyka klasyczna - uchem melomana amatora.

Post autor: wpszoniak » czw 05 kwie 2018, 15:55

Czekałem długo na operę współcześnie stworzoną z ariami, które jak kiedyś "Casta Diva" lub „La donna è mobile” mogły być przebojami...
I jest:
"W 2016 roku Christina Pluhar skomponowała i zaaranżowała muzykę do opery „Orfeo Chamán”. Libretto zaadoptowane zostało przez Pluhar i Rolfa i Heidi Abderhalden z „El jaguar de Orfeo” Hugo Chaparro Valderramy. Dawny mit o Orfeuszu, wyśpiewywany jest w oparciu o muzykę barokową, tradycyjne pieśni z obszaru od Ameryki Południowej po Sycylię. Rolę Orfeusza gra niewidomy argentyński śpiewak i gitarzysta Nahuel Pennisi. Rolę Eurydyki otrzymała Luciana Mancini, Vincenzo Capezzuto gra: Butesa i Nahuala, a Emiliano Gonzalez Toro- Aristea.
Przestawienie „Orfeo Chamán” zostało zamówione przez Teatro Mayor Julio Mario Santo Domingo (Bogotá, Kolumbia) i miało swoją premierę w 2014 roku (inscenizację tę można obejrzeć na bonusowej płycie DVD dołączonej do albumu). Opera Christiny Pluhar przedstawia szamanistyczną stronę legendarnego muzyka, który dla miłości udaje się w podróż do piekieł. Kolumbijski poeta Hugo Chaparro Valderrama w „El jaguar de Orfeo” splata grecką legendę z mitologią prekolumbijską, opowiadając historię, która wysyła bohatera nie do Zaświatów, ale w szamańską podróż towarzyszącą Nahualnemu- azteckiemu przewodnikowi duchowemu. A więc Chamán, symbolizuje świat duchów, do którego wszedł Orfeusz by odzyskać Eurydykę. Akcję osadzona jest w Ameryce Łacińskiej, a skromna scenografia, oparta w dużej mierze na kolorach nie odrywa widzów-słuchaczy od doskonałych wokalistów.
Pluhar stworzyła partyturę w duchu barokowego pasticcio (****). Sama skomponowała wiele fragmentów, w stylu fuzji latynoamerykańskiego baroku, często wykorzystując istniejące melodie lub linie basu; passacaglia i chaconne przekształcają się w sambę lub rumbę. Operę otwiera powoli rozwijany akord na lutni; później dołączają się różne dźwięki śpiewu, brzęczenia, grzechotania co przywołuje krajobraz dżungli. Styl barokowy i latynoamerykański doskonale się uzupełniają, może dlatego, że mają tak wiele wspólnego- poleganie na improwizacji, rytmiczną i harmoniczną różnorodność, formy taneczne oraz znaczenie instrumentów strunowych szarpanych. Argentyński piosenkarz i autor tekstów Nahuel Pennisi oswaja dzikie bestie jako Orfeo uzbrojony wyłącznie w gitarę. W duecie z Eurydyką- „Romance de la luna tucumana”, w jego własnej aranżacji piosenki Argentyńczyka Pedro Aznara, prezentuje unikalną metodę gry- na gitarze usytuowanej poziomo na kolanach. Pennisi dysponuje delikatnym wysokim głosem o żałobnym charakterze, który idealnie pasuje do tragicznej postaci, którą gra. Przeciwieństwem jest mezzosopranistka Luciana Mancini- o ognistym temperamencie Eurydyką. Mancini jest wyszkoloną pieśniarką operową, ale potrafi również doskonale radzić sobie z materiałem folkowym (brzmi wtedy bardzo autentycznie). Towarzysz Orfeusza- istota z mitologii Azteków, grana przez Vincenzo Capezzuto ma słodki alt, który jest tak przekonująco kobiecy, że aż nie do uwierzenia gdy zobaczymy na ekranie TV lub na scenie, że to przecież mężczyzna. Fascynujące jest to, że mieszanka gatunków w muzyce Pluhara, która składa się tak naprawdę wyłącznie z oryginalnego materiału z wyjątkiem kilku tradycyjnych melodii tanecznych, a efekt jest bardzo stylowy. Wydaje się, że słuchacz ma do czynienia z materiałem sprzed setek lat, to robi duże wrażenie. Akompaniament zespołu L’Arpeggiata, od prostych basowych kawałków po harmonie ludowe, są zróżnicowane, a jednocześnie bardzo spójne. Do doskonalej jakości dźwiękowej Pluhar i jej towarzysze zdążyli już przyzwyczaić, więc omawiać nie będę"
Załączniki
pluhar_ofeo_1.jpg

Awatar użytkownika

Autor tematu
Miles
Czeladnik Audiolub
Posty: 285
Rejestracja: pt 08 wrz 2017, 09:22
Lokalizacja: Wałbrzych

#25 Muzyka klasyczna - uchem melomana amatora.

Post autor: Miles » pt 07 wrz 2018, 17:05

Podczas odbywającego się w zeszłym tygodniu festiwalu "XV (ensemble)" odkryłem dla siebie dwie kompozycje, które porwały mnie zupełnie, jednocześnie otwierając przede mną nowe horyzonty muzyczne.

Pierwszy z utworów to Trio fortepianowe e-moll op. 67 Dymitra Szostakowicza, a drugi to Kwintet fortepianowy f-moll op. 18 Mieczysława Wajnberga. Co tu dużo pisać: odlotowa muzyka!
Dla fanatyka czystości moralnej naga prawda to pornografia. - Andrzej Mleczko

Awatar użytkownika

Autor tematu
Miles
Czeladnik Audiolub
Posty: 285
Rejestracja: pt 08 wrz 2017, 09:22
Lokalizacja: Wałbrzych

#26 Muzyka klasyczna - uchem melomana amatora.

Post autor: Miles » wt 09 paź 2018, 09:59

Zawsze chętnie sięgam w sklepach po płyty, na których mogę znaleźć klasyczne dzieła w nieklasycznych - że tak to ujmę - aranżacjach. Często są to wydawnictwa na jedno przesłuchanie, bo sama oryginalność interpretacyjna nie jest jeszcze gwarancją, że coś przypadnie mi do gustu.

Ostatnio natrafiłem na płytę z koncertami klawiszowymi Haydna granymi na akordeonie przez solistkę Viviane Chassot z towarzyszeniem Kammerorchester Basel. Tu nie było rozczarowania - ta muzyka brzmi rewelacyjnie! Haydn tworzył swoje utwory na instrumenty klawiszowe w czasach, gdy rola fortepianu nie była jeszcze tak dominująca jak obecnie, więc oryginalnie część z nich dedykowana była wykonaniom na klawesynie, część na fortepianie, inne zaś na pianoforte. Akordeon w rękach Szwajcarki brzmi fantastycznie. Oczywiście instrument ten nie może zagrać tak dynamicznie jak fortepian, ale jakież wspaniałe barwy prezentuje - słucha się tego z wielką przyjemnością. Gorąco polecam te nagrania.
Haydn..jpg
Haydn cd..jpg
P.S. Płytkę znalazłem w atrakcyjnej cenie na półce wyprzedażowej w dziale z muzyką klasyczną w MM.
Dla fanatyka czystości moralnej naga prawda to pornografia. - Andrzej Mleczko

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość